Co Polacy zawdzięczają Ronaldowi Reaganowi?

100-lecie urodzin Ronalda Reagana, przypadające na 6 lutego 2011 roku, to doskonała okazja do przypomnienia zasług prezydenta Stanów Zjednoczonych; może przede wszystkim dla Europy i dla Polski. A jest co przypominać, i jest po co przypominać.

Kiedy Niemcy obchodzili 20-lecie zburzenia muru berlińskiego – przez huczne przewrócenie tysiąca kostek od domina – wszyscy radowali się z wolności, ale ani słowem nie wspomniano o wkładzie Ronalda Reagana w upadek muru. Nie wspomniano o prezydencie Stanów Zjednoczonych, który w 1987 roku otwarcie wołał w Berlinie: „Panie Gorbaczow, zburz pan ten mur!”

Reagan z radością obserwował rozwój opozycji w Polsce i szczerze przejął się, kiedy wprowadzono w Polsce stan wojenny, podejmując w ten sposób próbę rozbicia Solidarności.

Prawdę rzekłszy, w czasie zimnej wojny bywało już podobnie: tak że Niemcy, jak i Europa Zachodnia, nie podzielały entuzjazmu Reagana co do jego antykomunistycznej krucjaty. Nie przypadła im do gustu Reaganowska koncepcja zwiększania wydatków na zbrojenia, aby zdobyć wyraźną przewagę nad Związkiem Sowieckim. Zachowanie takie można tłumaczyć obawą przed konfrontacją – wszak RFN sąsiadowało bezpośrednio z blokiem komunistycznym. Badacz Reagana, Peter Schweizer, tłumaczy jednak to zjawisko zgoła inaczej: odnajduje w Europie silne struktury partii komunistycznych, wpływające na nastroje społeczne i politykę rządów.

I tak na przykład w czasie wizyty Reagana w Watykanie, gdy rozmawiał on w 1982 roku z papieżem o możliwościach współpracy amerykańsko-watykańskiej, na ulicach Rzymu pojawiły się transparenty: „Reagan sprowadził do Włoch wojnę” czy „Reagan oprawca”. Ta „inicjatywa społeczna”, w której wzięło udział wiele tysięcy ludzi, kierowana była z Kremla za pomocą subsydiów i specjalnie szkolonych przez KGB członków partii sowieckiej. Gdy Reagan udał się następnie do Niemiec Zachodnich, zastały go tam demonstracje przeciwników jego polityki, którzy palili kukły z jego podobizną. Przeciwnicy ci zaangażowani byli w tzw. ruch pokoju, któremu przyklaskiwał i patronował z Moskwy Leonid Breżniew1.

W tym kontekście nie dziwi szczególna sympatia, jaką Reagan żywił do Solidarności. Dostrzegał w niej to, czego brakowało Europie Zachodniej: ducha walki, poświęcenia i wiary. To w Solidarności właśnie, a nie w rządach Europy, upatrywał on siły, która zainicjuje upadek zbrodniczego imperium komunistycznego. To samo dostrzegał Jan Paweł II. Komuniści mieli dobrą intuicję: kiedy protestowali przy spotkaniu dwóch przywódców, przeczuwali zapewne, że szykują się dla nich trudne czasy. Świadomi byli potencjału przywódców Stanów Zjednoczonych oraz Kościoła katolickiego.

Reagana i Jana Pawła II połączyły w rzeczy samej wartości: umiłowanie wolności, Boga, ludzkiej godności i sprzeciw wobec systemów totalitarnych. Reagan zaproponował Ojcu Świętemu współpracę we wspólnej walce z komunizmem, na którą ten przystał. Dla wsparcia antykomunistycznej opozycji, zwłaszcza w Polsce, Reagan używać miał swoich struktur federalnych, a papież – struktur kościelnych i nacisków moralnych. Obaj toczyli zresztą swoje antykomunistyczne krucjaty od wielu już lat – zanim objęli czołowe w świecie stanowiska, pozwalające im na większe kroki.

Do Polski – do Solidarności popłynęły fundusze z CIA. Popłynęły za pośrednictwem różnych organizacji charytatywnych i społecznych. Reagan z radością obserwował rozwój opozycji w Polsce i szczerze przejął się, kiedy wprowadzono w Polsce stan wojenny, podejmując w ten sposób próbę rozbicia Solidarności. O tym, jak poważnie traktował on wówczas sytuację w Polsce, niech świadczą dwa fakty. Po pierwsze, rozpoczynał on dzień od zapoznania się z wiadomościami, co się dzieje w Polsce – specjalny raport w ramach tzw. President’s Daily Brief przygotowywał dla niego szef Rady Bezpieczeństwa Narodowego – Bill Clark. Po drugie, Reagan wyraźnie zareagował na decyzję generała Jaruzelskiego o wprowadzeniu stanu wojennego – i to na kilka sposobów.

To w Solidarności właśnie, a nie w rządach Europy, upatrywał on siły, która zainicjuje upadek zbrodniczego imperium komunistycznego.

Poprosił Amerykanów, aby w zbliżającym się okresie świątecznym zapalili świeczkę na znak poparcia dla walki o wolność w Polsce i ukazanie, że Polska nie jest sama. Prośba ta została wystosowana na skutek rozmowy prezydenta z polskim ambasadorem Romualdem Spasowskim. Nie brakło jednak i kroków politycznych, jak i osobistych. 14 grudnia zatelefonował do Jana Pawła II, wyrażając oburzenie zaistniałą sytuacją i sugerując potrzebę spotkania oraz współpracy, do których doszło pół roku później. W pisanych następnie do papieża listach Reagan zastanawiał się nad możliwością wpłynięcia Ojca Świętego albo na generała Jaruzelskiego – aby ten odwołał stan wojenny – albo na państwa Europy Zachodniej, aby razem ze Stanami Zjednoczonymi wyraźniej popierały polską opozycję i dołączyły się do planowanych wobec ZSRR sankcji gospodarczych.

To wyraźne wsparcie ze strony Reagana nie było jednak wyrażone w sposób docierający do wszystkich w Polsce. Administracja prezydenta obawiała się dać zbyt wyraźny sygnał Polakom – aby nie rozbudziły się u nich nadzieje na interwencję militarną ze strony Stanów Zjednoczonych. Niemniej jednak Reagan nieoficjalnie – jak podaje Paul Kengor – brał początkowo pod uwagę taką możliwość. Ostatecznie, między innymi pod wpływem doradcy Richarda Pipesa, zdecydował się jednak pójść w kierunku sankcji wobec ZSRR, co i tak spotkało się z oporem jego administracji. Administracja dostrzegała bowiem, że kraje Europy Zachodniej nie są w ogóle zainteresowane wprowadzeniem tego rodzaju rozwiązań i że Stany Zjednoczone – jeśli wprowadziłyby sankcje – zostaną bez wsparcia. Pod naciskiem Reagana administracja jednak ustąpiła i Reagan rozpoczął samotniczą wojnę gospodarczą z komunistami.

Innym krokiem wsparcia dla Polski, mniej jeszcze widocznym – bo ujawnionym dopiero w 1999 roku – była korespondencja Reagana z Breżniewem. 23 grudnia prezydent skierował do sowieckiego sekretarza bardzo mocny list. Przypisywał w nim pełną odpowiedzialność za wprowadzenie stanu wojennego Sowietom, którzy od dawna już ingerują w sprawy polskie; skrytykował prześladowanie opozycji i sowieckie sygnały o interwencji w Polsce, jeśli ta nie rozprawi się z Solidarnością; nazwał tego rodzaju groźby wysuwane przez Sowietów czymś najbardziej oburzającym od czasów Afganistanu; na koniec wezwał ZSRR do uznania suwerennej Polski, ostrzegając Breżniewa: „Konsekwencje każdej z tych dróg dla naszych wzajemnych stosunków powinny być jasne”2. Gdyby członkowie Solidarności przeczytali w stanie wojennym ten list, nabraliby jeszcze więcej ducha do walki o wolność. Niemniej jednak zdawali sobie generalnie sprawę z nastawienia Reagana wobec obozu socjalistycznego.

Kolejne kroki Reagana były kontynuacją lub pogłębieniem tej strategii – strategii konfrontacji z ZSRR, wsparcia Solidarności i doprowadzenia do upadku komunizmu. Oczekiwanie na sukces podjętych działań ujawniło się między innymi na trzecim spotkaniu Reagana z Janem Pawłem II – 6 czerwca 1987 roku w Watykanie. Reagan wyraził wtedy w rozmowie nadzieję na rychły upadek sił komunistycznych i odzyskanie wolności przez ciemiężone kraje Europy. 6 dni później przemawiając w Berlinie, wezwał Michaiła Gorbaczowa do „otwarcia bramy” i „zburzenia tego muru”.

To, co głosił Reagan, stało się wkrótce rzeczywistością. Mur berliński i blok sowiecki runęły, mimo że Niemcy Zachodnie nie dołączyły w swoim czasie do antykomunistycznej krucjaty prezydenta Stanów Zjednoczonych, a i obecnie nie dokładają starań, aby o nim pamiętać. Miejmy nadzieję, że Polacy nie pójdą w ich ślady. Wierzę, że nie pójdą.


1 Zob. P. Schweizer, Wojna Reagana, tłum. P. Amsterdamski, Warszawa 2004, s. 200-202.

2 P. Kengor, Ronald Reagan i obalenie komunizmu, tłum. B. Gadomska, Warszawa 2007, s. 125-126.

Piotr Musiewicz

Doktorant w Instytucie Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Jagiellońskiego, organizator konferencji „Krucjata wolności Reagana” (Kraków, 4 lutego 2011)

Goniec Wolności (2/2011)

http://www.goniecwolnosci.pl/co-polacy-zawdzieczaja-ronaldowi-reaganowi

Speak Your Mind

*