Czy traktat ryski można uznać za zdradę?

2011-09-19 00:58 | Rafał Łatka 

Traktat ryski został zawarty przez Rzeczpospolitą Polską, Rosją sowiecką i Ukrainą sowiecką w marcu 1921 r. Zawierał postanowienia kończące wojnę polsko-sowiecką. Czy podpisując pokój, Polska zdradziła swoich sojuszników?

Najbardziej istotną kwestią regulowaną przez traktat ryski była sprawa granicy między Polską oraz Rosyjską i Ukraińską SRR. Na mocy jego postanowień II Rzeczpospolita zamykała się od wschodu na linii Dzisna-Dokszyce-Słucz-Ostróg-Zbrucz. Obie strony gwarantowały mniejszościom narodowym prawa w dziedzinie kultury, szkolnictwa wyższego czy swobody wyznaniowej, a Polska miała ponadto otrzymać zwrot zrabowanych po 1772 roku dóbr kultury. Za niekorzystne dla naszego kraju można uznać: konieczność uznania Rosji i Ukrainy sowieckiej za równorzędne podmioty polityki międzynarodowej oraz fiasko federalistycznych planów Józefa Piłsudskiego.

Polska delegacja na na rozmowy pokojowe z Rosją Sowiecką w 1920 roku (od lewej siedzą: Władysław Kiernik, płk Kuliński, Jan Dąbski, Stanisław Grabski, Leon Wasilewski. Stoją: Wichliński, Witold Kamieniecki, Norbert Barlicki, Adam Mieczkowski, Waszkiewicz)

Kto i dlaczego może się czuć zdradzony?

Za osoby pokrzywdzone przez traktat ryski można uznać bardzo wiele narodowości. Najistotniejsze z polskiego punktu widzenia było pozostawienie poza granicami Rzeczpospolitej znacznej liczby polskiej ludności zamieszkującej zarówno ukraińską, jak i rosyjską SRR W latach trzydziestych mniejszość ta została poddana niezwykle ciężkim represjom i w znacznej części wymordowana. Jej tragiczny los pokazuje szczególnie dobitnie w Timothy Snyder w Skrwawionych Ziemiach.

Zdradzeni przez traktat ryski mogą czuć się także nasi wschodni sojusznicy. Wśród nich na pierwszym miejscu należy wymienić Semena Petlurę i jego żołnierzy, którzy wsparli polski wysiłek zbrojny siłą czterdziestu tysięcy żołnierzy. Uznając de iure sowiecką Ukrainę, Polska cofała poparcie dla Ukraińskiej Republiki Ludowej z Petlurą na czele, co musiało zostać odebrane jako zdrada. Jak się okazało, błąd ten miał długotrwałe skutki, ponieważ od tego momentu wrogość Ukraińców wobec Polski zaczęła systematycznie rosnąć. Swoim postępowaniem Rzeczpospolita dała antypolskim środowiskom doskonały argument do rąk.

Bardzo ciekawą formacją wpierającą Polskę w wojnie z bolszewikami były wojska generała Stanisława Bułak-Bałachowicza, w skład których wchodzili żołnierze wielu różnych narodowości, których łączyła ich chęć walki ze wspólnym wrogiem. W szczytowym okresie ich liczba wyniosła około dwadzieścia tysięcy szabel. Do naszych sojuszników należeli też Rosjanie dowodzeni przez Borisa Sawnikowa. Polska zgodziła się na żądanie Sowietów, że na terenie Rzeczpospolitej będą stacjonować jedynie polskie wojska, co oznaczało, że wymienione oddziały musiały być rozbrojone lub internowane. Postawieni przed takim wyborem, ich członkowie czuli się również zdradzeni, zwłaszcza, że negocjacje toczyły się za ich plecami.

Zdradzeni, choć w zdecydowanie mniejszym stopniu, mogli się czuć także Białorusini, którzy nie wykazywali wielkiego zainteresowania sojuszem z Rzeczpospolitą – miało to związek ze słabością białoruskich elit politycznych i narodowych.

Białoruska karykatura pokoju ryskiego: „Precz z haniebnym ryskim rozbiorem! Niech żyje wolna, niepodzielna, włościańska Białoruś!”

Traktat ryski przekreślał wszelkie szansę na spełnienie postulatów wspomnianych przedstawicieli sąsiadujących z Polską narodów, a jego podpisanie było dla nich z pewnością zdradą. W tym przypadku znane polskie hasło ,,za wolność waszą i naszą” okazało się być jedynie pustym sloganem. Tragiczny los naszych wschodnich sojuszników doskonale obrazuje powieść Józefa Mackiewicza Lewa wolna.

Jak dziś oceniać traktat ryski

Mimo pokonania armii sowieckiej, podpisaliśmy niekorzystny dla siebie traktat pokojowy. Z drugiej jednak strony, wojsko polskie było już z pewnością zbyt zmęczone, by kontynuować walkę z sowietami, a większość społeczeństwa była przeciwna kontynuowaniu wojny. Trzeba też powiedzieć, że rosyjscy przeciwnicy bolszewików wcale nie zmierzali do korzystnego dla Polski porozumienia. Biali generałowie widzieli Polskę jako niewielki twór przypominający księstwo warszawskie, jakikolwiek sojusz z nimi był więc niemożliwy. Przy podpisywaniu traktatu pokojowego zabrakło być może szerszej wyobraźni politycznej, ale określenie „zdrada” niekoniecznie jest w tym przypadku adekwatne. Całkowicie zrozumiałe jest jednak odmienne podejście do tej kwestii ze strony Ukraińców.

Bibliografia

  • Davies Norman, Orzeł biały, czerwona gwiazda, Kraków 1998.
  • Mackiewicz Józef, Lewa wolna, Londyn 1994.
  • Nowak Andrzej, Polska i trzy Rosje, Polska 2008.
  • Snyder Tymothy, Skrwawione ziemie, Warszawa 2011.
  • Wyszczelski Lech, Wojna polsko-rosyjska 1919–1920, Warszawa 2011.

Zobacz też

„Pytanie miesiąca” to popularnonaukowy cykl (kolejne odcinki publikujemy w każdy trzeci poniedziałek miesiąca), w którym każdorazowo próbujemy krótko odpowiedzieć na jedno kontrowersyjne, intrygujące lub po prostu często zadawane pytanie dotyczące historii. Jeśli chcesz dołączyć do autorów przygotowujących odpowiedzi – napisz!

Redakcja: Roman Sidorski

Rafał Łatka:

Magister politologii, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, doktorant w Instytucie Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych UJ na kierunku nauki o polityce. Specjalizuje się w historii XX wieku (szczególnie historii PRL-u) i historii doktryn politycznych (ze szczególnym uwzględnieniem historii ruchu narodowego w Polsce). Pisze pracę doktorską na temat Kościoła katolickiego w PRL-u w latach 1980–1989.

[ więcej o autorze ]

http://histmag.org/?id=5881&act=ac#comment

Komentarze

2011-09-19 15:14 | Gość: Michał

Traktat można uznać za głupotę ale w kwestiii wytyczonych granic. Co do reszty postulatów słusznie zrobiono. Polska nie mała już sił i możliwości oraz pewnie ochoty na dalsza wojne z Rosją. A nie oszukujmy się – ostatnią konwencjonalną wojnę z Rosją to wygrali Tatarzy


2011-09-19 16:34 | Gość

I tylko Piłsudski zachował się przyzwoicie, odwiedzając ukraińskich żołnierzy internowanych w Szczypiornie. Wówczas padły słynne słowa przeprosin: – “Panowie, ja Was przepraszam. Ja Was bardzo przepraszam”.


2011-09-19 17:03 | Gość: Wiśniowiecki

+Sowieci odstępowali Polakom szerokie połacie Kresów: i Mińsk, i Kamieniec Podolski, i Żytomierz – ziem, na których wówczas mieszkało (i wielu do dziś mieszka!) wieleset tysięcy Polaków.
Niestety, krótkowzroczna, w tym względzie, polityka obozu narodowego, odmówiła przyjęcia “zbyt dużych terenów z mniejszościami narodowymi”.
A cytowane zdanko Piłsudskiego to zdecydowanie zbyt mało jak na taką hańbę..


2011-09-19 19:11 | Gość: mbbaran

A kogo zdradził traktat ryski?
Na pewno część Ukraińców, lecz przecież Petlura miał za sobą najwyżej 1/5 tychże i marzenia o sfederowanej z Polską Ukrainie szybko prysły, na pewno polskich właścicieli majątków na Mińszczyźnie – pisano o tym wprost wtedy – ciekawe czemu nie dziś, na pewno malutką część Białorusinów. Jak pokazały następne lata IIRP dosłownie udławiła się tymi pięcioma wschodnimi województwami, których potencjał gospodarczy w zasadzie był ujemny. Nie pamięta się o tym ile wysiłku wymagało utrzymanie choćby minimalnego posłuchu i najzwyklejszego porządku publicznego i jak szybko tj jeszcze przed 17 IX IIRP dosłownie rozleciała się na tamtych terenach.
Innymi słowy i tak za dużo wzięliśmy w traktacie ryskim.


2011-09-19 19:30 | Gość: Kuba

Nie chodzi tylko nawet o przejęcie tych wschodnich terenów, ale o brak spójnej koncepcji postępowania wobec mniejszości narodowych… Moim zdaniem to był zasadniczy problem, a wszystkie kolejne z niego wynikały…


2011-09-19 21:16 | Gość: mbbaran

Jeśli wpominamy politykę IIRP wobec mniejszości narodowych to pamiętajmy iż we wschodnich województwach często były one przytłaczającą większością. W 1931 r, według danych GUS w woj. poleskim – dla 14,5% polski był językiem ojczystym, w wołyńskim dla 16,6% a w stanisławowskim 22,4%, to rodzi się pytanie wobec kogo należało tą politykę prowadzić? Czy wobec Białorusinów, najczęściej “tutejszych”, Ukraińców – programowo wrogich Polakom – oczywiście jeśli wcześniej wpływy zza Zbrucza nie nastawiły ich jeszcze gorzej, czy może Żydów, zasadniczo (nie licząc małej części tzw. zasymilowanych i bardzo wiernych Polsce) ignorujących istnienie państwa polskiego ?


2011-09-21 13:43 | Gość: Artur

Dobrze że zaczyna patrzeć się krytycznie na traktat ryski. Mam jednak parę uwag do tego artykułu.
1. Pisząc o sprawie białoruskiej należny wspomnieć, że mocno związany z nią był wspomniany gen. Bułak-Bałachowicz. W listopadzie 1920 podjął desperacką próbę samodzielnego wywalczenia niepodległego państwa białoruskiego i jest uważany za bohatera narodowego przez białoruskich patriotów.
2. Ocena przywódców Białych jest prawdziwa w stosunku do Denikina czy Kołaczakowa, ale nie Wrangla, a to właśnie Piotr Wrangel trzymał się jeszcze na Krymie, gdy my dogadywaliśmy się z bolszewikami.
3. Zostawiliśmy jeszcze jednego sojusznika – niepodległą Gruzję, która padła w marcu 1921 r.

Przez endeckie ciasne patrzenie: “po co NAM Białoruś i Ukraina” (bo przecież mrzonek naszego przeciwnika politycznego o federacji nie będziemy brać pod uwagę) zaprzepaściliśmy realną szansę na oddzielenie się od Sowietów mocnym kordonem sojuszniczych państw, a kto wie, może i na obalenie bolszewickiej dyktatury? Bolszewicy nie trzymali się przecież wcale tak pewnie, oprócz Wrangla walczyli jeszcze Biali na Syberii (aż do 1923) i w wielu rejonach spontaniczna chłopska partyzantka tzw Zieloni, buntowali się nawet niedawni sojusznicy bolszewików – robotnicy piotrogrodzcy i marynarze Kronsztadu.

Na koniec może warto się zastanowić, że skoro lubimy mówić zdecydowanie o tym jak alianci zdradzili nas w Teheranie, Jałcie i Poczdamie, to może warto porównać to z naszym postępowaniem w Rydze?


2011-09-21 14:32 | Gość: Mim

“Na koniec może warto się zastanowić, że skoro lubimy mówić zdecydowanie o tym jak alianci zdradzili nas w Teheranie, Jałcie i Poczdamie, to może warto porównać to z naszym postępowaniem w Rydze?” – bardzo celne.
Zauważyłbym jednak, że nadzieje na “kordon sojuszniczych państw” były jednak mrzonkami, choć wynikającymi ze słusznych założeń. Bolszewicy mimo wszelkich trudności i tak by wygrali, bo ich przeciwnicy byli żałośnie oderwani od realiów, a nawet gdyby przegrali, wydarzenia potoczyłyby się w tym samym kierunku, tylko pod innymi sztandarami ideowymi.
Okrzykiwana ostatnio jako “wielkie zwycięstwo” bitwa warszawska odwlekła jedynie przecież nadejście władzy radzieckiej.


2011-09-21 21:27 | Gość: mbbaran

Jak sądzę wspomniane wyżej “endeckie ciasne patrzenie: “po co NAM Białoruś i Ukraina” (choc nie podzielam tej ideologii) było jak najbardziej słuszne co i tak późniejsze koleje losu IIRP aż nadto udowodniły. Zakładam iż oczywistą powinnością było utrzymanie wojwództwa lwowskiego. Można pofantazjować na temat tej wersji międzywojennych dziejów, w których energia zużyta na utrzymanie wschodnich terenów została skierowana na wzmocnienie i modernizację kraju.
Innym, nieopowiedzianym aspektem traktau ryskiego było prawie krańcowe wyczerpanie sił obu walczących stron i prozaiczny brak chęci oraz wszelkich materiałow wojennych koniecznych do dalszej walki. Nas przecież nikt, oprócz Węgow nie wspomagał a własnej produkcji zbrojeniowej praktycznie nie mieliśmy.


2011-09-23 08:37 | Gość: Necrotrup

No właśnie, kogo poza 40 tys. swoich żołnierzy reprezentował Petlura? Koncepcja federalistytyczna pięknie wygląda w teorii, tyle, że do tańca trzeba dwojga. A tej drugiej strony nie było. Litwa od początku była Polsce wroga, Białoruś nie miała liczącego się potencjału, Ukraina była Polsce co do zasady wroga. I nic dziwnego, ukraińskie elity polityczne powstawały w Małopolsce, w walce politycznej z Polakami. Możliwość ugody z Ukrainą pojawiła się wtedy, gdy przycisnęli ją mocno sowieci. I stąd pojawiła się wyprawa kijowska, która ostatecznie ukazała, że Ukraińcy nie są żadnym sojuszem z Polską, nie mówiąc już o federacji, zainteresowani. Kosztowało nas to klęskę i dojście wroga pod samą Warszawę. Z kim więc należało robić tę federację, skoro nikt nie był zainteresowany? W takiej sytuacji program endecji, który nakazywał nie brać sobie na głowę za dużo destabilizujących mniejszości, wydawał się rozsądniejszy. Przecież nawet ci Ukraińcy, którzy znajdowali się w granicach RP stanowili czynnik wrogi polskiej państwowości. Wystarczy poczytać prasę z epoki, zamachy i zamieszki we Lwowie na porządku dziennym.


2011-09-23 13:46 | Gość: doliwaq

“Czy traktat ryski można uznać za zdradę?”. Jak najbardziej! Ale zdradę nacjonalistów z narodowej Demokracji. Gdyby Polska nie wysłała endeków do Rygi, to koncepcja federalistyczna Piłsudskiego miałaby realne szanse na zrealizowanie. Czytałem, że Sowieci byliby gotowi oddać Polsce całą Białoruś i Ukrainę, jednak endecja się nie zgodziła, gdyż uważała, że nie da rady spolonizować tak wielu narodów i ludzi. Dmowski wcale nie był lepszy od cara czy cesarza.

Speak Your Mind

*