Drugie życie amerykańskich MRAPów

Pojazdy MRAP czyli Mine Resistant Ambush Protected, to już niemalże ikona amerykańskich kampanii (tj. misji stabilizacyjnych) w Iraku oraz Afganistanie. Zaprojektowane, zbudowane i wysłane na front, aby chronić żołnierzy przed zupełnie nowym, lecz niezwykle problematycznym zagrożeniem: IED (ang. Improvised Explosive Device). Siejące śmiertelne żniwo ładunki wybuchowe, podkładane na trasach konwojów zachodnich wojsk, stały się w pewnym momencie głównym postrachem żołnierzy.

I wtedy właśnie rozpoczęła się zawrotna kariera wozów, zdolnych do częściowego przynajmniej wytrzymania eksplozji takiego ładunku. Wzmocnione i opancerzone płyty podłogowe, specjalnie układane w odpowiednio zaprojektowane kształty (np. słynną literę „V”), miały chronić konwojowanych w środku pojazdu żołnierzy. Zasada była prosta. Jeżeli patrol najeżdżał na ajdika (w terminologii żołnierzy polskich misji), eksplozja była nieunikniona. Jedyny akceptowalny scenariusz był więc taki, iż zniszczeniu mógł ulec wóz, ale znajdująca się w środku załoga, miała być bezpieczna.

Dzisiaj wraz z zakończeniem misji w Iraku oraz bliskim wycofaniem wojsk z Afganistanu, MRAPy zaczynają z wolna tracić na znaczeniu. Świetnie opancerzone, stanowiące ochronę dla żołnierzy na patrolach, nie nadają się jednak praktycznie do niczego więcej. Są zbyt wolne, aby móc je wykorzystać na regularnym polu walki. Dysponują też zbyt małą siłą ognia, a każde dozbrojenie wozów, wiązałoby się ze wzrostem ich masy i kolejnym spadkiem rozwijanej na trasie czy w polu prędkości.

I w tym miejscu rodzi się zasadnicze pytanie: co zrobić z setkami i tysiącami wozów, które zostały przygotowane na potrzeby misji w Iraku i Afganistanie? Sprzedać? Tylko komu? Zezłomować? Ale za jaką cenę? Wykorzystać na poligonach? Trochę szkoda…

Szczęśliwie w ostatnich tygodniach ktoś mądry poszedł po rozum do głowy. Jeżeli ta głowa nie okaże się pusta, jest szansa na to, iż przynajmniej część pojazdów przedłuży swą służbę w siłach zbrojnych. Jednak już nie amerykańskich ani natowskich. Gdzie więc?

W siłach zbrojnych Republiki Koreańskiej, czyli Korei Południowej. W ostatnich dniach kilka MRAPów zostało przetransportowanych do bazy sił powietrznych w Osan. Lokalizacja od lat wykorzystywana jest przez amerykańskie wojska. Teraz posłuży także jako poligon testowy dla wycofanych z Iraku i Afganistanu pojazdów. Jaki jest cel całego zamieszania? Bardzo prosty. Pieniądze!

Władze Korei Południowej rozważają bowiem zakup od Amerykanów kilkusetpojazdów typu MRAP. Stąd też transport kilku z nich na Półwysep. Jeżeli wozy przejdą pomyślnie wszystkie zaplanowane dla nich testy, a rządowi uda się zabezpieczyć odpowiednio wysokie poparcie w legislatywie, Waszyngton będzie mógł cieszyć się i to podwójnie. Nie tylko sprzeda sojusznikowi sporą liczbę odnowionych (każdy pojazd przejdzie zawczasu gruntowny remont na terytorium USA) maszyn. Biały Dom pozbędzie się też kłopotu związanego z ich zagospodarowaniem, które mogłoby okazać się problematyczne i kosztowne.

Jednak po co Koreańczykom nawet kilka takich wozów? Czyżby Seul planował własną misję stabilizacyjną, w którymś z państw arabskich? Kto wie, może w przyszłości do tego dojdzie. Jednak na chwilę obecną w dalszym ciągu priorytetem dla południowokoreańskich sił zbrojnych pozostają wojska sąsiada z północy. 38 równoleżnik rozdzielający obydwa państwa, od strony Korei Północnej nasiany jest minami przeciwpiechotnymi i przeciwpancernymi jak makowiec makiem. Z tego względu, aby przygotować się na ewentualny nowy konflikt zbrojny (rozpatrywany w chwili obecnej czysto hipotetycznie) i szybką oraz skuteczną reakcję na agresję wojsk Pjongjangu, należy dysponować sprzętem, który pozwoli te pola minowe przekroczyć.

Naturalnie ich „wyczyszczeniem” zajmą się zawczasu m.in. południowokoreańskie bombowce, jednak nie można zakładać, iż uda im się zniszczyć wszystkie zalegające w ziemi miny. Aby więc nie ryzykować niepotrzebnych strat na samym początku nowego konfliktu, należy zabezpieczyć transporty z żołnierzami jadącymi na front. A co lepiej ochroni piechotę przed północnokoreańskimi minami, jak nie pojazdy, które tak dobrze radziły sobie z ajdikami rebeliantów i ekstremistów?

Czy więc żywot przynajmniej kilkuset MRAPów jest ocalony? Być może tak. Wszystko zależy od sprawności, z jaką przejdą zaplanowane dla nich testy. Jeżeli wyniki okażą się pomyślne i Seul zdecyduje się na zakup wozów, przed amerykańskim przemysłem zbrojeniowym otworzy się nowa szansa. Ostatecznie wiele jest jeszcze regionów świata, gdzie sporny pomiędzy kilkoma państwami teren, wysiany jest minami. Jest więc, gdzie wysyłać MRAPy w bój.

Michał Jarocki

http://stosunki.pl/?q=content/drugie-%C5%BCycie-ameryka%C5%84skich-mrap%C3%B3w

Speak Your Mind

*