Jeden punkt widzenia z Polski – Gdzie te Stany Zjednoczone?

Zmiana. O tym głośno mówił Barack Obama, a jej brak zadecydował o porażce Demokratów w wyborach do Kongresu. Choć można zarzucić Prezydentowi USA, że nie poczynił takich kroków jakie obiecywał w kampanii wyborczej w 2008 roku, to jednak coś się zmieniło.

Nowa wizja polityki światowej

Obserwując postawę Waszyngtonu wobec Libii widzimy, że polityka zagraniczna USA została znacząco przewartościowana. Po raz pierwszy od wielu lat doświadczamy powściągliwości w jednoznacznym określaniu postawy Waszyngtonu wobec problemów na scenie międzynarodowej. Oznacza to, że być może zapoczątkowany został nowy trend w działaniach USA, który polegać będzie na ostrożnym angażowaniu się problemy innych państw. Czyżby nauczka z Afganistanu i Iraku?

Oczywiście zarzucić można B. Obamie, że jest obojętny wobec losów Libii, ale duże zaangażowanie z kolei spotkałoby się z ostrą krytyką ze strony przeciwników tzw. arogancji USA. Owych przeciwników było ostatnimi laty sporo, więc teraz powinni się czuć usatysfakcjonowani.

Przyczyny

Powodem przewartościowania jest przede wszystkim osoba prezydenta i nakreślona przez B. Obamę wizja polityki międzynarodowej, która legła u podstaw nowej doktryny bezpieczeństwa. Powodem są problemy wewnętrzne USA, którym trzeba zaradzić poprzez racjonalne dysponowanie środkami finansowymi. Powodem jest w końcu zmieniający się świat, w którym nie ma już miejsca dla globalnego szeryfa.

Zerwanie z doktryną Busha oznacza nowe otwarcie w polityce zagranicznej USA. Waszyngton zapomina o dzieleniu świata na tych co z nami i przeciwko nam, o wojnie „niosącej” demokrację i o radzeniu sobie z problemami w oparciu o rozwiązania siłowe. Do łask wraca dyplomacja, sojusze, współpraca, realizm i cofnięcie się o kilka kroków, tak aby znaleźć się nie przed szeregiem, ale w tłumie. Tłumem tym jest, rzecz jasna, złożona zbiorowość różnorakich aktorów na scenie międzynarodowej, których potencjał pozwala na uczestnictwo w polityce międzynarodowej. Jedni powiedzą, że Stany Zjednoczone porzuciły ideały i teraz zajmą się zwykłą codzienności, której wykuwanie wiąże się z chłodną kalkulacją. Inni, że nareszcie USA zajmie się swoimi sprawami.

By żyło się lepiej – wszystkim.

Nowa doktryna USA ma ten sam cel, co poprzednia: by żyło się lepiej. I choć w polskich warunkach jest to tylko wyświechtany slogan, to tu pasuje on doskonale. Amerykanie, dotknięci kryzysem, mają dosyć walki za granicami państwa i wojen w obronie wartości, które choć są bliskie większości obywatelom to jednak nie są na tyle istotne, żeby ich bronić poświęcając życie własnych żołnierzy. Idee demokratycznego liberalizmu mają wielką wartość, ale nie można ich wysłać w paczce opakowanej w amerykańską flagą, bo nie ma kto pokwitować jej odbioru i nie ma kto jej otworzyć. Demokracji nie można wyeksportować, bo demokracja nie jest towarem. Implementacja systemu, z którym w Polsce borykamy się od ponad 20 lat możliwa jest jedynie w sprzyjających warunkach, których wystąpienie i tak nie gwarantuje, że transformacja systemowa zakończy się sukcesem. Dlatego zamiast zmuszać do demokracji należy pokazać wszystko to, co jest w demokracji najlepsze. A wojna z demokracją ma mało wspólnego.

Świecie, radź sobie sam

Jeżeli Stany Zjednoczone po raz kolejny zwrócą się w kierunku izolacjonizmu to oznacza to, że świat zaczyna podążać w kierunku, który jest już nam znamy. O ile nadmierna ingerencja w wewnętrzne sprawy innych państw nie jest wskazana, o tyle całkowita obojętność na to, co dzieje się w kluczowych dla świata regionach jest po stokroć razy niewskazana. Historia uczy nas z czym wiąże się przesadna wiara w mechanizmy demokratyczne i w dyplomację, rzekomo gwarantującą stabilizację. Patrzenie przez palce na kwestie, które powinny spotkać się z jednoznaczną krytyką może być przyczyną mnożenia się problemów. Przykład ostatnich sześciu lat dwudziestolecia międzywojennego jest wystarczająco wymowny.

Wszelkie skrajności nie są pożądane i tych skrajności Stany Zjednoczone, supermocarstwo o zasięgu globalnym unikać powinno. Tylko od którego momentu skrajność staje się skrajnością?

Bartosz Szyja

http://stosunki.pl/?q=content/gdzie-te-stany-zjednoczone

 

Speak Your Mind

*