Kotwica – symbol Polski Walczącej, symbol nadziei

Jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich symboli. Kotwica – znak Polski Walczącej. Polski, która się nie poddała. Dokładnie przed 70 laty, 20 marca 1942 roku, symbol ten po raz pierwszy pojawił się na ulicach Warszawy. Zna go każdy, ale czy wie, jak się narodził?

Mimo przegranej kampanii wrześniowej walka przeciwko armii niemieckiej nie wygasła. W społeczeństwie polskim rodziła się spontaniczna potrzeba oporu podtrzymywanego aż do zwycięstwa. Jednym z miast, w których sprzeciw wobec okupanta był szczególnie silny, była Warszawa. Walka, jaką społeczeństwo stolicy toczyło z Niemcami, przejawiała się w różny sposób i w wielu dziedzinach życia. Zdaniem Tomasza Strzembosza pierwszą formą działania był bierny opór, polegający w sabotowaniu zarządzeń władz okupacyjnych, zrywaniu afiszy, ale przede wszystkim okazywaniu wrogości przybywającym do Warszawy Niemcom.

Pod koniec 1939 roku zaczęły powstawać coraz lepiej zorganizowane struktury podziemne, do których zaliczały się liczne organizacje o charakterze zarówno wojskowym i politycznym, jak również społecznym. Obok podziemnego świata dorosłych rodziły się w Warszawie także różnorakie formy konspiracji młodzieży. Odgrywały one ogromną rolę w antyniemieckiej działalności, gdyż młodym ludziom nie brakowało ani pomysłów, ani zapału, aby utrudniać życie okupantowi.

Symbolem zmagań społeczeństwa polskiego z Niemcami stała się „Kotwica”. O pochodzeniu tego znaku Polski Walczącej krążą liczne legendy (a pierwsze z nich zaczęły powstawać jeszcze w czasie okupacji), od początku wzbudzał on też wielkie emocje. Jego widok wywoływał uśmiech na twarzach Polaków, dla okupanta był zaś przyczyną ciągłej irytacji.

Batalia o symbole

Winston Churchill pokazuje gest V jak Victory

Podobnie jak w przypadku większości konfliktów, ważną formą walki psychologicznej była w czasie II wojny światowej propaganda. W całej okupowanej Europie zaczęto gorliwie wykorzystywać możliwości, jakie stwarzała. Już na początku 1940 roku alianci podjęli pierwsze działania mające na celu podtrzymanie w społeczeństwach nadziei na ostateczne zwycięstwo. Do historii przeszła psychologiczna batalia stoczona przy użyciu litery „V”. Inicjatywę podjęła propaganda angielska: w styczniu 1941 roku rozgłośnia BBC po raz pierwszy wezwała mieszkańców krajów okupowanych do wypisywania na murach litery „V” oznaczającej zwycięstwo („Victory”), a już w czerwcu stała się ona międzynarodowym symbolem aliantów. W stosunkowo niedługim czasie pojawiła się ona również na terenach polskich. W „Biuletynie Informacyjnym” (organie prasowym Biura Informacji i Propagandy Okręgu AK Warszawa) z 17 lipca 1941 roku można znaleźć następujący komunikat:

Na murach Warszawy pojawiła się tajemnicza litera V. Nieświadomym wyjaśniamy, że jest to skrót słowa Victorie – Wiktoria – Zwycięstwo. Litera ta pojawiła się po raz pierwszy na murach okupowanego Paryża wywołując wściekłość Niemców. Z Paryża litera V przeszła do Belgii, Holandii, Norwegii […] urastając do międzynarodowego symbolu zwycięstwa.

Reakcja ministra propagandy III Rzeczy Josepha Goebbelsa była szybka. Już na przełomie lipca i sierpnia 1941 roku Niemcy zaczęli rozpowszechniać tę sama literę „V” jako symbol przyszłego zwycięstwa III Rzeszy. W ogromnych ilościach drukowano ulotki, które następnie kolportowano na terenach okupowanych, w tym w Generalnym Gubernatorstwie. Na Placu Marszałka Piłsudskiego w Warszawie została ustawiona kilkumetrowa drewniana makieta w kształcie litery „V”, jednak w nocy z 27 na 28 lipca została ona spalona przez harcerza Czesława Zadrożnego, ps. „Głowacki”.

Odpowiedź polskiego podziemia na niemieckie działania propagandowe była zdecydowana. Szczególną skutecznością i inwencją wykazywali się członkowie konspiracyjnej organizacji młodzieżowej o kryptonimie „Wawer” założonej przez Aleksandra Kamińskiego. Głównym celem „Wawra” było właśnie zwalczanie propagandy hitlerowskiej i podnoszenie morale społeczeństwa polskiego poprzez stosowanie małego sabotażu. Na początek „wawerczycy” podjęli trud „poprawienia” niemieckiego hasła: „Deutschland siegt an Alles Fronten” („Niemcy zwyciężają na wszystkich frontach”). W słowie „siegt” literę „s” zmieniono na „l”, dzięki czemu powstało zdanie „Deutschland liegt an Alles Fronten” („Niemcy leżą na wszystkich frontach”). Następnie warszawska młodzież wymyśliła, jak uzupełnić hitlerowskie „V”. Wystarczyło dopisać doń kilka liter, by powstało słowo „verloren” (stracony, przegrany) lub GrunVald.

Mimo licznych wysiłków ze strony polskiego podziemia, walka z hitlerowskim hasłem zwycięstwa nie mogła przynieść pożądanych efektów. Należało szukać innych form działania, a najlepiej wystąpić z własnym symbolem niepodległości Polski.

Kotwica – symbol nadziei

Na początku 1942 roku, z inicjatywy zastępcy Komendanta Zarządu Głównego „Wawra” Czesława Michalskiego, Biuro Informacji i Propagandy KG AK ogłosiło konkurs na znak dla Organizacji Małego Sabotażu „Wawer”. Na czele jury stanął sam Michalski. Informacje o konkursie rozpowszechniane były z zachowaniem wszystkich zasad konspiracji. Również zgłaszane projekty podpisywano jedynie pseudonimami. Przy ocenie nadesłanych prac jurorzy brali pod uwagę przede wszystkim wymowę patriotyczną i zrozumiałość symbolu. Zwrócono również uwagę na stronę praktyczną – w warunkach konspiracyjnych nie wchodził w grę żaden skomplikowany symbol.

Spośród dwudziestu siedmiu projektów wybrano dwa: „Kotwicę” oraz „Skrzyżowane miecze grunwaldzkie”. Zarówno jednej jak i drugiej koncepcji nie można było odmówić głębokiej wymowy patriotycznej, jak też prostoty formy. Ostatecznie zdecydowano się na „Kotwicę”, którą uznano za najbardziej czytelny symbol nadziei na wskrzeszenie Polski. Znak łączył w sobie literę „P” jak Polska i „W” jak walka, które razem wpisane były w kotwicę. Symbol był stosunkowo łatwy do wykonania i naśladowania.

Kotwica na murze przy ulicy Oddolańskiej na Mokotowie, 1945 r. (fot. Eligiusz Brudziński)

Autorką projektu miała być 22-letnia instruktorka harcerska Anna Smoleńska, ps. „Hanka”, studentka historii sztuki na tajnym Uniwersytecie Warszawskim. W konspiracji była łączniczką Hufca Mokotów Górny Chorągwi Warszawskiej Organizacji Harcerek. Przełożona Smoleńskiej, Maria Straszewska, w swoich wspomnieniach napisała: „Hanka dużo czytała. Zdolna, bardzo inteligentna, miała wielostronne zamiłowania i zainteresowania […] brała udział w konkursie na znak Polski Walczącej”. Anna Smoleńska zginęła w Auschwitz 19 marca 1943 roku.

Jako znak Polski Walczącej „Kotwica” pojawiła się po raz pierwszy na ulicach stolicy 20 marca 1942 roku. „Biuletyn Informacyjny” z dnia 16 kwietnia 1942 roku informował:

Już od miesiąca na murach Warszawy rysowany jest znak kotwicy. Rysunek kotwicy jest robiony tak, że jego górna część tworzy literę „P”, zaś część dolna – literę „W”. Pewna ilość napisów objaśnia, że znak kotwicy jest znakiem Polski Walczącej. Zapoczątkowany być może przez jakiś zespół – znak ten stał się już własnością powszechną […] Nie umiemy wytłumaczyć popularności tego znaku […] Być może działa tu chęć pokazania wrogowi, że mimo wszystko – nie złamał naszego ducha […] Może na wyobraźnię „rysowników” działa symbolika kotwicy – znaku nadzieji

„Kotwicowe szaleństwo”

Symbol Polski Walczącej na stałe zagościł na murach warszawskich budynków za sprawą członków wspominanej już organizacji „Wawer”. W ramach jej działalności chłopcy i dziewczęta przeprowadzali regularne akcje małego sabotażu. Do głównych zadań należało między innymi malowanie „Kotwic”. Młodzieży nie można było odmówić ani pomysłowości ani odwagi przy wykonywaniu rysunków. Jak napisał Aleksander Kamiński, stolicę opanowało swoiste „kotwicowe szaleństwo”. Charakterystyczny znak pojawiał się na murach, tablicach ogłoszeniowych, słupach elektrycznych i przystankach tramwajowych. Zdarzyło się również, że ostemplowano nim kilka tysięcy egzemplarzy gadzinowego „Nowego Kuriera Warszawskiego”.

Kotwica wykonana przez Jana Bytnara na Pomniku Lotnika (fot. S. Bałuk)

Na akcję kotwicową wyruszano najczęściej parami. Podczas gdy jedna osoba malowała symbol, druga stała na czatach. Istniały różne techniki i metody umieszczania znaków w wybranym miejscu. Zazwyczaj malowano je ręcznie przy użyciu zwykłego pędzla i farby lub smoły, zdarzało się jednak, że konspiratorzy byli wyposażeni w specjalny szablon. W przypadku powierzchni trudno dostępnych używano tak zwanego wiecznego pióra. Był to składany, łatwy do ukrycia zestaw: długi, około dwumetrowy kij złożony z kilku segmentów, mała puszka z farbą i knot pełniący funkcję „piszącej stalówki”. Za twórcę tego wynalazku uchodzi harcerz Jan Bytnar ps. „Rudy”, jeden z bohaterów książki „Kamienie na szaniec”. Bytnar był nie tylko pomysłowym konstruktorem, ale potrafił też w brawurowy sposób wykorzystać swój wynalazek.

W całej Warszawie głośno było o wielkiej „Kotwicy” umieszczonej wysoko na cokole Pomnika Lotnika stojącego wówczas na Placu Unii Lubelskiej, której autorem był – jak się okazało – „Rudy”. Narysowanie symbolu w tym miejscu wymagało nie lada odwagi – monument znajdował się na terenie dzielnicy niemieckiej zamieszkałej wówczas przez gestapowców i przedstawicieli władz okupacyjnych. Dość wspomnieć, że nieopodal na Alei Szucha znajdowała siedziba hitlerowskiej Policji Bezpieczeństwa (Sipo) i areszt śledczy Gestapo.

Sam sposób przeprowadzenia akcji był dość ciekawy. W celu zmniejszenia niebezpieczeństwa zdecydowano, że działania rozpoczną się tuż przed godziną policyjną, która zaczynała się wówczas o 21. Dodatkowo „wawerczycy” wyłączyli latarnie na całym Placu Unii Lubelskiej, niestety służby miejskie szybko naprawiły „awarię”. Mimo wszystko „Rudy” zdecydował się kontynuować akcję. Przy pełnym oświetleniu wszedł na podest pomnika i namalował na cokole dużą czarną „Kotwicę”, a następnie odjechał z Placu na swoim rowerze. „Dzieło” Bytnara zostało uwiecznione na kilku fotografiach – zdjęcie wykonał między innymi Stefan Bałuk, cichociemny.

Inny bohater książki „Kamienie na szaniec”, Tadeusz Zawadzki, ps. „Zośka”, otrzymał od Aleksandra Kamińskiego, Komendanta Głównego „Wawra”, honorowy pseudonim „Kotwicki” za największą liczbę narysowanych „Kotwic”. Z kolei „Alek” Dawidowski miał być autorem pierwszych „Kotwic”, które pojawiły się w Warszawie.

Maciej Aleksy Dawidowski ps. „Alek” (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 37-1726)

Należy dodać, że „ozdabianiem” murów Warszawy znakiem Polski Walczącej zajmowali się nie tylko harcerze, ale także harcerki. O ile jednak „Kotwice” wykonywane przez chłopców były przeważnie malowane, o tyle dziewczęta posługiwały się najczęściej specjalnymi stemplami. Na przykład 16-letnia Ewa Urbanowiczówna i 17-letnia Irena Waligórska używały ręcznie wykonanego szablonu: rama z tektury zawierała dużą „Kotwicę” wykonaną z waty nasączoną czarną farbą. Harcerki te wielokrotnie umieszczały symbol na ulicach stolicy, jednak 9 czerwca 1942 roku zostały aresztowane na ulicy Chocimskiej, a następnie wywiezione do Auschwitz-Birkenau, gdzie obie zginęły.

Więcej szczęścia miała Halina Czarnocka, która umieściła symbol Polski Walczącej na pomniku warszawskiej Syreny ustawionym na nadwiślańskim bulwarze. Należy dodać, że w pobliżu znajdowała strzeżona węglowa bocznica kolejowa. Akcja zakończyła się powodzeniem, zaś całe wydarzenie zyskało spory oddźwięk wśród mieszkańców stolicy.

18 lutego 1943 roku dowódca Armii Krajowej, generał Stefan „Grot” Rowecki wydał rozkaz, w którym polecił, aby wszystkie akcje sabotażowo-dywersyjne były oznaczane „Kotwicą”. Kilka dni później w „Biuletynie Informacyjnym” symbol „Kotwicy” utożsamiony został ze „znakiem podziemnego Wojska Polskiego”.

W związku z rozpowszechnieniem rysunku na skalę masową, gubernator dystryktu warszawskiego Ludwig Fischer wydał specjalne zarządzenie, w którym nakazywał:„nielegalne napisy umieszczane na domach […] winy być […] natychmiast przez właściciela domu lub jego pełnomocnika w każdym przypadku usunięte”. Za rysowanie znaku Polski Walczącej groziło aresztowanie, wywiezienie do obozu, a nawet śmierć.

Już w 1942 roku poprzez Biuro Informacji i Propagandy KG AK oraz dzięki Szarym Szeregom „Kotwica” trafiła do innych dużych miast Generalnego Gubernatorstwa, między innymi do Krakowa czy Lublina. Znak Polski Walczącej nie był także obcy mieszkańcom terenów wcielonych do III Rzeszy, na przykład na przełomie 1943 i 1944 roku pojawił się na Śląsku. Informacje o przebiegu akcji „Kotwica” i jej znaczeniu dla społeczeństwa polskiego na bieżąco przekazywał „Biuletyn Informacyjny”.

„Kotwica” przetrwała

Irena Stankiewicz, Matka Boska Akowska

Symbol Polski Walczącej przetrwał wojnę, nie uległ zapomnieniu w trudnych czasach komunistycznych. „Kotwica” stała się inspiracją w wielu dziedzinach życia kulturalnego, w filatelistyce, ornamentyce, a nawet architekturze. Jednym z przykładów jest grafika autorstwa Ireny Stankiewicz zatytułowana „Matka Boska Akowska”, na której można dostrzec duży symbol „Kotwicy”. Po ów znak się sięgali również filmowcy. Już w czerwcu 1944 roku powstał krótkometrażowy (piętnastominutowy) film konspiracyjny pod skromnym tytułem „Robota wawerska”, który zrealizował doktor Ludwik Zaturski. Obraz kręcono w czasie okupacji, na zacisznych uliczkach Żoliborza; wystąpili w nim odpowiednio ucharakteryzowani aktorzy. Chociaż negatyw i trzy kopie spłonęły w czasie powstania warszawskiego, cudem zachowała się jedna, która została przesłana do Londynu. Ocalały materiał stał się podstawą dla filmu zmontowanego w Anglii, który uzupełniono zdjęciami Warszawy przedwojennej, materiałem realizowanym we wrześniu 1939 roku w czasie oblężenia miasta i wyborem z kronik niemieckiej DEFY ukazującym stan miasta po powstaniu. Fragmenty „Roboty wawerskiej” wykorzystywano później przy realizacji filmów takich jak „Strzały pod Arsenałem”.

Symbol „Kotwicy” można również odnaleźć na odznakach wielu oddziałów i licznych sztandarach wojskowych – znak Polski Walczącej umieszczono miedzy innymi na sztandarze Pułku Ochrony imienia generała Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego. Wspomnieć należy również o powrocie do znaku „Kotwicy” w okresie powstawania „Solidarności”, przy czym warto pamiętać, że już w 1979 roku symbol Polski Walczącej pojawił się na pieczęci Konfederacji Polski Niepodległej.

Niestety, czasami „Kotwica” spełnia funkcję jedynie pamiątkowego gadżetu. Jest to przejaw konsumpcjonizmu dzisiejszego świata i skutek uboczny nieprzemijającej popularności znaku Polski Walczącej.

Bibliografia

  • Stanisław Broniewski, Całym życiem. Szare Szeregi w relacji naczelnika, Warszawa 1983.
  • Krzysztof Dunin-Wąsowicz, Warszawa w latach 1939–1945, Warszawa 1984.
  • Andrzej Gładkowski, Kotwica Walcząca. Dzieje znaku Polski Walczącej, Warszawa 2008.
  • Aleksander Kamiński, Kamienie na szaniec, Warszawa 1999.
  • Czesław Michalski, Wojna warszawsko-niemiecka, Warszawa 1974.
  • Tomasz Szarota, V- jak zwycięstwo. Symbole, znaki i demonstracje patriotyczne walczącej Europy 1939 – 1945, Warszawa 1995.
  • Tomasz Strzembosz, Akcje zbrojne podziemnej Warszawy 1939–1945, Warszawa 1978.
  • Bogdan Hillebrandt, Konspiracja młodzieży w okupowanej Polsce, Warszawa 1985.

Redakcja: Roman Sidorski

Ewa Celińska-Spodar

http://histmag.org/?id=6492

 

 

Speak Your Mind

*