“Marynarka wojenna to ciągłość, cierpliwość, tradycja..” – rozmowa z komandorem porucznikiem Januszem Walczakiem

Polska Marynarka Wojenna to duma i tradycja. Jej historia to pasmo niebywałych sukcesów przeplatanych nieszczęśliwymi porażkami. Zaniedbywana w ostatnich latach, mocno podupadła, tracąc swój dawny blask. Czy jest dla niej jeszcze nadzieja? Rozmowa z komandorem porucznikiem, Januszem Walczakiem.

Jaki jest stan jednostkowy Marynarki Wojennej RP na dzień dzisiejszy?

Obecnie mamy 38 jednostek bojowych i 12 większych jednostek wsparcia i pomocniczych. W tej drugiej grupie są okręty ratownicze, rozpoznawcze, zbiornikowiec, hydrograficzne i szkolne – także piękna barkentyna żaglowa ORP Iskra. Jest także ponad 70 letni okręt-muzeum niszczyciel ORP Błyskawica, z pewnością duma narodowa. Do tego kilkanaście holowników, kutrów, motorówek – całej drobnicy bez której żadna, nawet najnowocześniejsza flota wojenna nie jest w stanie funkcjonować. Ale niestety nie liczby stanowią o potencjale floty wojennej. Z 5 okrętów podwodnych 4 mają prawie 50 lat. Dwie korwety rakietowe typu Tarantula po decyzji o pozostawieniu ich w stanie floty od dwóch lat czekają na remont i modernizację. Średnia wieku okrętów to 30 lat, a ich technologiczna i taktyczna wartość jest już daleko poza sojuszniczym standardem, pomimo szalenie ciężkiej pracy załóg – rosną koszty eksploatacji, skraca się czas wykorzystania operacyjnego pomiędzy remontami, mają liczne i przez to kosztowne załogi, modernizacje ciągną się latami i są w konsekwencji bardzo mało efektywne, jak choćby projekt związany z okrętami rakietowymi projektu Orkan. Tylko kilka z polskich okrętów zostało zbudowanych na początku lat 90-tych. Ostatni nowy okręt wprowadziliśmy do służby w grudniu 1994 roku – ale nawet trałowiec ORP Wdzydze i jego starsi bracia wymagają gruntownej modernizacji, a ich potencjał w związku ze zmianą priorytetów i taktyki wojny przeciwminowej pozostawia wiele do życzenia. Do tego lotnictwo morskie, które ma kilkanaście nowoczesnych samolotów M-28 Bryza w czterech konfiguracjach, w tym wersję rozpoznawczą – to bardzo nowoczesny samolot i to oparty na rodzimej technologii. Dużo gorzej wygląda sprawa śmigłowców. Typowe maszyny morskie, czyli wersja poszukiwania i zwalczania okrętów podwodnych oraz ratownictwa morskiego wymagają pilnej wymiany. Maszyny ratownictwa morskiego już w tej chwili nie są w stanie zaspokoić potrzeb w tej dziedzinie, a nie jest to sprawa jedynie dobrej woli, utrzymujemy system ratowniczy na morzu czy nie, ale zobowiązań międzynarodowych, do których jesteśmy sygnatariuszami i solidarnymi uczestnikami. Na naszym wyłącznym akwenie odpowiedzialności, czyli 32 tyś km kwadratowych jesteśmy zobowiązani utrzymywać struktury zdolne do prowadzenia skutecznych akcji ratowania życia, a także udzielać pomocy w sąsiednich strefach w wypadku katastrof masowych. A tutaj już możemy zacząć się traktować jako nieodpowiedzialnych partnerów.

Które jednostki trzeba będzie wycofać ze służby w najbliższym czasie?

Właściwie wszystkie na przestrzeni od 2 do 12 lat. Zarówno okręty bojowe jak i pomocnicze oraz zabezpieczenia to wiekowe jednostki. Wszystkim należy się powoli emerytura. Z tych, które obecnie są na stanie floty pozostaną właściwie dwa okręty bojowe – okręt podwodny ORP Orzeł oraz okręt wsparcia logistycznego zmodernizowany ostatnio do funkcji bazy sił przeciwminowych – ORP Kontradmirał Xawery Czernicki. I nie ma planów, by wycofywane jednostki systemowo wymieniać. Podejmuje się próby reaktywacji jednostek przestarzałych technologicznie, jak choćby fregat typu Perry, które otrzymaliśmy od rządu USA w ramach pomocy sojuszniczej. Ale nie tędy droga. Projekt o wartości około 500-600 mln złotych z finałem z końcem 2014 roku nic nie daje. To tak, jakby na trabanta wstawić silnik z transportera Rosomak i wieżę z działem 105 mm. Wychodzi kuriozum. Według mnie podobnie będzie z tym projektem. Olbrzymie pieniądze, za które można byłoby zbudować kadłub nowoczesnej korwety włożymy w zupełnie nieperspektywiczny projekt, bardzo drogi z uwagi na obligatoryjny obowiązek prowadzenia remontów i modernizacji przez wykonawców amerykańskich – takie jest ograniczenie licencyjne, dostaliśmy okręty za pewną część wartości środków bojowych, ale z obostrzeniem, że bez zgody nie można nić z nimi zrobić. I tutaj okazało się, że te ograniczania mogą nas kosztować 4 razy więcej, niż wykonanie podobnych prac we własnej stoczni i we współpracy z Hiszpanami lub Turkami, którzy przeprowadzili własne programy modernizacji okrętów typu OHP. Brakuje nam więc głównie rozwiązań nowoczesnych, niekoniecznie w dużej ilości. Zresztą współcześnie nie ma nawet potrzeby zastępowania jednego okrętu drugim w stosunku 1:1. Wiele rozwiązań zapewnia funkcjonalność skupiającą wiele zadań. Wprowadza się tak zwane platformy okrętowe, które można zaadaptować do wielu zadań, ale także można stosować inną filozofię. Jak choćby taką, że współczesnym trendem jest budowanie systemu przeciwminowego jako zespołu robotów, które mogą operować z dowolnej platformy, jak choćby dużego okrętu nawodnego, statku handlowego, holownika obsługi platform wiertniczych itp. Nie trzeba więc budować specjalistycznej jednostki o ograniczonej funkcjonalności ale opracowywać systemy, które pozwalają na skuteczne wykonanie zadań z uwzględnieniem ekonomiki. No i odwrócił się światowy trend w budowaniu okrętów. Wraca koncepcja jednostek dużych, wielozadaniowych. Im większa-tym lepsza

Czy planowane są zakupy nowego sprzętu?

Marynarka Wojenna przygotowała programy wcielania nowych okrętów i modernizacji starszych, a także zakres niezbędnych inwestycji w lotnictwo i infrastrukturę brzegową. Niestety większość z tych planów pozostaje na papierze lub są tak bardzo opóźnione, że stają się zupełnie nieekonomiczne. Od 2006 roku budowana jest korweta wielozadaniowa projektu Gawron. Platforma jest gotowa w 75 procentach ale nie ma jeszcze żadnej decyzji co do systemu walki. W 2010 roku przeznaczono na projekt 219 mln złotych a wydano… 19 mln, czyli ok. 8 procent. Między innymi z tego powodu doprowadzono do upadłości likwidacyjnej wykonawcę jednostki, państwową Stocznię Marynarki Wojennej, więc w br nie prowadzono na jednostce żadnych prac. W takim tempie nie powstanie nic, a już wydane środki, ponad 600 mln zł, po prostu zostaną przetopione

Czy Marynarka Wojenna RP posiada skonkretyzowane plany modernizacji? Jeżeli tak, to jakie są jego główne założenia?

Każdy rodzaj sił zbrojnych musi planować, a następnie modyfikować te plany w zależności od możliwości finansowych państwa i stawianych zadań. To naturalne. W wypadku naszych sił morskich programy dobrze wyglądają na papierze, później rzeczywistość rozczarowuje. W momencie położenia stępki pod korwetę wielozadaniową projektu Gawron – listopad 2001 – w planach było zapisane, że do 2012 roku będą co najmniej dwa w pełni operacyjne okręty, jeden przy nabrzeżu wyposażeniowym, a dwa następne z kompletnym harmonogramem budowy tak, by powstały do końca 2015. To był optymistyczny plan. Obecnie w hali Stoczni Marynarki Wojennej jest jeden okręt o kadłubie ukończonym w 75 procentach i nawet z nierozpoczętym projektem zabudowy uzbrojenia, systemów walki i wyposażenia elektronicznego. Zupełnie nie wiadomo dlaczego. Od chwili opracowania koncepcji okrętu, jego wyposażenia, architektury uzbrojenia – w technologii morskiej minęła cała epoka – właściwie stracona dla MW, gdyż przeciągająca się budowa nie pozwoliła ani wprowadzić okrętu do służby ani też zastosować w koncepcji istotnych zmian i modernizacji, jak choćby funkcjonalność pozwalająca na zwalczanie piractwa morskiego czy też hangarowania wiropłatów bezzałogowych rozpoznawczych i uzbrojonych. Niestety od momentu, gdy dowódcom rodzajów sił zbrojnych odebrano uprawnienia dysponentów środków finansowych – a scentralizowano wszystko w MON – dowódcy mogą sobie planować niemal co tylko im w duszy zagra. Natomiast urzędnicy w MON i tak zrobią wszystko po swojemu. I tak na przykład realizacja projektu niszczyciela min Kormoran II powinna się zacząć w 2009 roku – tymczasem dopiero w drugiej połowie bieżącego udało się urzędnikom wygenerować zaproszenie do negocjacji na realizację projektu na prototyp z datą ukończenia w 2016 roku. Tymczasem MW potrzebuje takich okrętów najpóźniej w 2012 roku, gdyż będące obecnie w służbie są już bardzo wysłużone, przez co ich utrzymanie i konserwacja kosztują stosunkowo za dużo – biorąc pod uwagę nowoczesne technologie. Oczywiście dzięki staraniom marynarzy, dowódców i znacznym nakładom ponad 40 letnie okręty będą nadal służyć, ale koncepcja wojny morskiej halsuje w innym kierunku, niż specjalistyczne okręty o ograniczonych możliwościach zastosowania. Planowany jest zakup i wprowadzenie do 2016 roku pierwszego, mam nadzieję, że nie jedynego, niszczyciela min projektu Kormoran II oraz do 2018 roku pierwszego nowego okrętu podwodnego z napędem niezależnym od powietrza. I to właściwie wszystko z nowych zakupów.

Jakim budżetem dysponuje Marynarka Wojenna RP?

Budżet MW to około 6,5% środków z budżetu MON. Oczywiście można to jednoznacznie wyliczyć, ale osobiście mam pewne wątpliwości. Środki na MW składają się z kilku cząstkowych budżetów. Pierwsze to środki przeznaczone na bezpośrednie utrzymanie MW, które są kierowane do dowódcy MW i on je przeznacza na realizację zaplanowanych przez siebie wydatków. Są to głównie pieniądze na uposażenia obecnie około 7,5 tyś marynarzy i około 2,2 tyś pracowników cywilnych wojska. Poza tym to zabudżetowane wydatki na szkolenia, ćwiczenia, jak choćby paliwo-jeden z najdroższych elementów szkolenia, opłaty stałe, jak media czy koszenie trawników i zakupy przewidziane do realizacji przez jednostki podległe dowódcy MW. Ale to są stosunkowo niewielkie środki i ograniczone zakupy. Kolejne środki podchodzą z dyspozycji szefa Inspektoratu Wsparcia SZ. To głównie środki na doraźne remonty sprzętu, w tym remonty okrętów i statków powietrznych, koszarowców, nabrzeży. Kolejne środki pochodzą z dyspozycji Inspektoratu Uzbrojenia i są to pieniądze na nowe zakupy, w tym modernizację i programy operacyjne, ale także na bardziej kosztowne remonty połączone z modernizacją oraz prace badawczo-rozwojowe, których efektem jest na przykład prototyp nowego okrętu, jak choćby korweta wielozadaniowa Gawron czy niszczyciel min projektu Kormoran II . Są one elementem prac badawczo-rozwojowych w resorcie obrony i jako prototypowe rozwiązania mają być w początkowym okresie eksploatowane pod nadzorem i w procesie analizy rozwiązań celem wykonania listy poprawek dla jednostek liniowych. I tutaj taka dygresja, gdyż polskie prawo na dobrą sprawę ogranicza możliwość użytkowania bojowego prototypów sprzętu. To kolejny paradoks urzędniczy. I ostatnie dwa źródła finansowania działań MW. Minister ON może przeznaczyć na niektóre zadania MW dodatkowe środki ze swojej rezerwy, jak choćby refundować wydatki poniesione w działaniach na rzecz gospodarki lub sytuacjach kryzysowych, na przykład niwelowanie skutków powodzi czy katastrofalnych sztormów, a dowódca operacyjny Sił Zbrojnych ponosi koszty udziału jednostek MW w działaniach ekspedycyjnych w ramach polskich kontyngentów wojskowych. Jak widać trudno jest więc jednoznacznie powiedzieć, ile środków MW posiada, ale to co powiedziałem powyżej obrazuje spory bałagan w wydatkach, kontroli nad nimi i przede wszystkim dobrego, racjonalnego planowania. Nie jestem pewien, czy jest ktoś, kto to wszystko ogarnia całościowo.

Czy jest to suma wystarczająca do realizacji wszystkich stawianych przed nią zadań?

Z całą pewnością nie i nigdy nie będzie. To akurat jest dobry stan dla struktur budżetowych i prawdopodobnie standard światowy w wypadku jakiejkolwiek armii. Nawet armia szacha Iranu, która dostawała połowę dochodów ze sprzedaży ropy, nie była nasycona. Nie mam tutaj pretensji – są ważniejsze dziedziny życia, które cierpią na niedosyt środków, jak zdrowie, bezpieczeństwo socjalne, edukacja, a obrona narodowa nie jest w naszej sytuacji geopolitycznej pierwszoplanowa-i bardzo dobrze. Jednakowoż środki te nie pozwalają na utrzymanie potencjału przy zadaniach nałożonych przez strategię bezpieczeństwa państwa i strategię obronną kraju. Nie chodzi przy tym o to, że budżet obronny Polski jest mały – wcale nie, około 7 mld euro w roku 2011 to jest naprawdę sporo, tym bardziej, że Polska należy do tych niewielu krajów Unii Europejskiej i NATO, gdzie wydatki jednak urosły, pomimo kryzysu. Redukcje wydatków obronnych dokonane przez Wielką Brytanię, Holandię, Danię, czy Czechy, Słowację i Bułgarię są często drastyczne. Pokazała to między innymi kampania nad Libią prowadzona u wybrzeży tego kraju, gdy niektórzy uczestnicy szybko wykorzystali strategiczne zapasy inteligentnych środków bojowych. Chciałem podkreślić tutaj pewne stwierdzenie: operacja krajów europejskich nad Libią była prowadzona głównie z udziałem sił morskich, które wydzieliły okręty i lotnictwo taktyczne, służyły jako pływające lotniska i bazy dla gotowych do działania na lądzie jednostek piechoty morskiej i wojsk lądowych. Operacyjne zdolności do transportu morskiego lotnictwa i potencjału lądowego pokazały kolejny zaniedbany kierunek modelowania zdolności obronnych. Tylko Francja i Hiszpania postawiły na okręty transportowe ze zdolnościami śmigłowcowymi i de facto wygrały tę kampanię. Okazuje się przy tym, że ta najbardziej czasochłonna część tego programu, czyli budowa samych okrętów śmigłowcowo-desantowych jest stosunkowo tania. Duże platformy operacyjne, jakie zakupiła od Francji Rosja – dwa okręty typy Mistral w wersji 26 tys. ton kosztować będą (prawdopodobnie z pełnym wyposażeniem i uzbrojeniem okrętowym – bez śmigłowców) po około 350-440 mln euro. Ale to są naprawdę doskonale doposażone jednostki. Polska mogłaby zamknąć swój budżet na okręt tej klasy ale o mniejszych gabarytach i aspiracjach jeśli chodzi o uzbrojenie i wyposażenie kwotą około 200-250 mln euro. Uważam, ze nie ma problemu z wielkością środków, mamy poważny problem ze strukturą wydatków oraz z określeniem długofalowych priorytetów i ich konsekwentnym realizowaniem pomimo zmiany rządzących. Większość projektów rozwojowych i modernizacyjnych polskiej armii powinna być wyznaczona ustawami parlamentarnymi i strzeżona przez prezydenta, jako zwierzchnika Sił Zbrojnych. To uchroniłoby nas przed zawieruchami i stanem ciągłej tymczasowości.

Jak prezentuje się potencjał operacyjny Marynarki Wojennej RP w porównaniu do pozostałych państw basenu Morza Bałtyckiego?

Myślę, że popełniamy klasyczny błąd porównując się z kimkolwiek. Popatrzmy jakie mamy zadania i jaki potencjał do ich zaspokojenia. To będzie odpowiednia optyka. Zadania wynikają z ambicji politycznych państwa i postępu w rozwoju ekonomicznym oraz zobowiązań międzynarodowych. Zacznę od tego ostatniego zagadnienia. Przede wszystkim Polska jest członkiem NATO. Przypomnijmy: to my chcieliśmy bardzo należeć do NATO. Nie odwrotnie. Więc jesteśmy zobligowani do spełniania wymagań sojuszniczych i bilateralnych wynikających z traktatu waszyngtońskiego. Wszyscy widzą jedynie artykuł V jako remedium na całe zło i wszystkie zagrożenia. Nic bardziej mylnego: w pierwszej kolejności musimy zadbać o samych siebie, później liczyć na pomoc, a jeszcze nie zapominajmy o obowiązku obrony kolektywnej, a to znaczy, ze musimy być gotowi do skierowania własnych sił do wsparcia działań Sojuszu. Pakt Północnoatlantycki nie jest sumą wszystkich państwa członkowskich z ich granicami. To pakt morski – a geograficzne centrum obszaru NATO znajduje się gdzieś na środku Atlantyku. Pomoc do nas i naszych sojuszników również przyjdzie od strony morza – przez porty w Gdyni i Szczecinie. A jak się wywiążemy z obowiązków państwa-gospodarza, skoro nawet nie będziemy mieli szansy, aby szlaki morskie do tych portów były wolne dla pomocy i sojuszniczego wsparcia? Polityka polskiego państwa, jej ambicje, znacznie wykraczają poza wsobne widzenie rzeczywistości. Prowadzimy zaangażowaną politykę międzynarodową, między innymi w ramach NATO, Unii Europejskiej, ONZ i innych inicjatyw międzynarodowych. Między innymi ekspediując swoich żołnierzy i policjantów w ramach międzynarodowych operacji stabilizacyjnych w kilka rejonów świata, w ramach pomocy humanitarnej w kolejne, a także wspieramy kilka innych państw w ich dążeniu do integracji z Europą, drodze do demokracji czy też szukających swojego miejsca w świecie. O ile łatwiej byłoby pokazać Unii, że wspieramy Ukrainę czy też Gruzję w ich dążeniu do integracji, gdybyśmy byli zdolni wysłać raz do roku z kurtuazyjną wizytą oficjalną lub też na wspólne ćwiczenia nasze okręty na Morze Czarne? Dawniej nazywało się to polityka kanonierek, obecnie taka prezentacja bandery jest znaczącym elementem polityki międzynarodowej zauważalnym w świecie dyplomacji. Nadal okręt wojenny jest traktowany zgodnie z prawem międzynarodowym jak integralna część państwa, a jego dowódca ma, jeśli w danym kraju nie ma oficjalnego poselstwa dyplomatycznego, rangę oficjalnego ambasadora z pełnią immunitetu. Misja okrętu wojennego może bezpiecznie trwać wiele tygodni, przez co oddziaływanie gestu politycznego jest znacząco większe. NATO utrzymuje kilka organizmów bojowych – jednym z nich jest dywizjon samolotów wczesnego ostrzegania. Ale pozostałe to są zespoły okrętowe. Jeden składający się z dużych okrętów nawodnych oraz dwa zespoły przeciwminowe. To jedyne stałe jednostki taktyczne NATO. Sojusz ma je pod ręką do natychmiastowego działania operacyjnego, ale też prowadzi z ich udziałem politykę międzynarodową. Czasami uczestniczymy w tych zespołach, ale nasze możliwości już się mocno kurczą, a to wielka szkoda w wypadku ambitnego kraju. A teraz ekonomia, o tym już zupełnie nie myślimy. 75 procent handlu odbywa się drogą morską. Każdy, podkreślam dobitnie-każdy – przedmiot powstał dzięki wymianie handlowej drogą morską. Jeśli nie trzeba przywieźć drogą morską całego produktu, jak choćby elektroniki z Japonii lub Dalekiego Wschodu, to z całą pewnością trzeba sprowadzić komponenty, maszyny, materiały eksploatacyjne do dóbr pierwszej potrzeby. A zagrożenia dla transportu morskiego rosną – piractwo, terroryzm od strony morza, zagrożenia dla portów i infrastruktury nadmorskiej. Można temu przeciwdziałać, ale bez sił morskich jest to po prostu niemożliwe. Oczywiście możemy się dodatkowo ubezpieczyć, i z pewnością znajdą się kontrahenci, którzy zadbają o bezpieczeństwo naszych towarów, lecz wszyscy za to solidnie zapłacimy, choćby w cenach towarów dostępnych później na naszym rynku.

Czy obecny potencjał operacyjny Marynarki Wojennej RP pozwala jej wypełniać swoje zadania związane z obroną polskiego wybrzeża?

Mówiliśmy już o tym, ze flota wojenna zgodnie z konstytucją i ustawami nie odpowiada za obronę polskiego wybrzeża. Flota ma zagwarantować bezpieczeństwo od strony morza, łącznie z nienaruszalnością terytorialną, ale w wielu innych aspektach, poza bezpośrednią obroną wybrzeża i granicy. Choć MW może i będzie uzupełniać możliwości Straży Granicznej na akwenie wyłącznej strefy ekonomicznej oraz wojsk lądowych w obronie wybrzeża. Najważniejsze to gospodarka, bezpieczeństwo szlaków morskich, w tym eksport paliw –ropy naftowej i gazu ziemnego, zobowiązania sojusznicze, interesy własne Polski, jak choćby zapewnienie w przyszłości możliwości bezpiecznej eksploatacji zasobów z dna oceanów i spod dna morza. Również udział w eksploatacji zasobów znajdujących się na biegunach – a mamy pewne aspiracje również predyspozycje prawne, gdyż utrzymujemy stacje badawcze w tym regionie. Nie zapominajmy o rybołówstwie oceanicznym, nie jest wykluczone, ze wkrótce do tej perspektywy zapewnienia żywności wrócimy.

Do jakich zadań wykorzystywane są obecnie jednostki Marynarki Wojennej RP? Jak się z nich wywiązują?

Flota ma głownie się szkolić by utrzymać zdolności operacyjne. I robi w tym zakresie, co może. Poza tym uczestniczymy w działaniach sojuszniczych, głownie na Morzu Śródziemnym, w ramach zapewnienia bezpieczeństwa szlaków handlowych i komunikacji w związku z działaniami wojny asymetrycznej z terroryzmem. Niestety te możliwości już nam się kończą. Okręty podwodne typu Kobben już nie spełniają wymagań bojowych z uwagi na ograniczenia taktyczne i wiek, a fregaty klasy OHP nie są w pełni operacyjne. Stan techniczny jest nienajlepszy, wydolność taktyczna systemów okrętowych i uzbrojenia z lat siedemdziesiątych siłą rzeczy jest bardzo mała, a do tego nie mamy zapasów bojowych, w tym rakiet – posiadamy jedną sprawną rakietę woda-woda, a na oba okręty potrzebowalibyśmy minimum 8 rakiet, a rakiety przeciwlotnicze wystarczają na jedno napełnienie wyrzutni na jednym okręcie, powinno ich być minimum cztery razy tyle. Nie mamy też amunicji do armat średniego i małego kalibru. Ta słabość przyprawiła o ból głowy naszych operatorów, gdy zespół okrętów bojowych NATO w czasie trwania wojny rosyjsko – gruzińskiej został skierowany na Morze Czarne. ORP Generał Kazimierz Pułaski nie mógłby nawet się skutecznie bronić, a co dopiero odparować potencjalny atak. To był chyba wielki wstyd dla naszych dowódców. Natomiast inną sprawą jest poświęcenie załóg biorących udział w takich zadaniach. Szkolenie i profesjonalizm, morale i postawa zasługują na najwyższą ocenę. Jeden z naszych okrętów, dotychczas traktowany trochę po macoszemu, okazał się za to bardzo trafiony. Przebudowany z nieodebranego przez były Związek Radziecki okrętu hydrograficznego kadłuba powstał w pełni funkcjonalny okręt. Mówię tu o ORP Kontradmirale Xawerym Czernickim. Jako okręt wsparcia logistycznego przez rok operował na wodach Zatoki Perskiej w czasie operacji sojuszniczej przeciwko Irakowi, gdzie świetnie sprawdził się głównie jako baza sił specjalnych. A ostatnie ponad 18 miesięcy – cały rok ubiegły i pół roku bieżącego, operował jako baza sił przeciwminowych. We flotach NATO brakuje takich jednostek i sojusznicy poprosili o przedłużenie jego misji z 12 do 18 miesięcy. Początkowo krytykowany projekt stworzenia takiej jednostki okazał się jedną z najciekawszych i najbardziej efektywnych inwestycji, do tego przez przypadek wizjonerskich, nikt bowiem nie przewidywał, że tuż po oddaniu okrętu do eksploatacji będziemy mieli z nową jakością zagrożenia dla pokoju na świecie

Czy Marynarka Wojenna organizuje i przeprowadza manewry wojskowe przy współudziale pozostałych państw basenu Morza Bałtyckiego?

MW uczestniczy aktywnie w szkoleniu na akwenie Morza Bałtyckiego, cieśnin bałtyckich, Morza Północnego i Norweskiego. Oczywiście w miarę swoich możliwości. Ale obecnie coraz ważniejsze jest przejście z etapu szkolenia pojedynczych okrętów czy jednolitych zespołów okrętowych do szkolenia sztabów, wielozadaniowych zespołów bojowych i zadań połączonych. Tutaj systematycznie osiągamy bardzo dobre rezultaty, choć nie jest to działanie w tempie rewolucyjnym, a raczej ewolucyjnym. I może niech tak pozostanie. Mnie martwi zbyt szybkie odchodzenie ze służby dobrze przygotowanych oficerów, którzy właśnie mogliby rozpocząć karierę w najlepszym stylu. Bezduszność systemu MON jest tutaj jednak powalająca. Tak samo traktuje się personel tyłowych jednostek logistycznych, jak świetnie wyszkolonych oficerów operacyjnych. Ale to temat na inną rozmowę. Szkolenia i manewry są organizowane systematycznie, jesteśmy ich współorganizatorem lub uczestnikiem na sojuszniczych zasadach i gdyby nie niedostatki techniczne wyglądałoby to po prostu bardzo dobrze. To chyba mówi samo za siebie. Nie ma co wymieniać ćwiczeń, można założyć, że bierzemy udział we wszystkich, albo poprzez kontrybucję sił albo też kierując do ćwiczenia personel w postaci obsad stanowisk w wielonarodowych sztabach. Bardzo dobre rezultaty osiągamy w szkoleniu ratownictwa głębinowego załóg zatopionych okrętów podwodnych. Można powiedzieć, ze w NATO, przynajmniej europejskiej części, należymy do najlepszych. To już coś. Podobnie w sprawności zwalczania zagrożenia przeciwminowego, ale tutaj technologia jest naszą słabą stroną, okręty są bardzo stare, i niestety narażamy załogi na coraz większe niebezpieczeństwa, a ta dziedzina jest działaniem typowo bojowym, tutaj już nie ma żartów, zadania nie są aplikacyjne.

Jak kształtuje się poziom współpracy międzynarodowej polskich jednostek morskich z sojusznikami z NATO?

Myślę, ze sojusznicy oczekują od Polski, średniej wielkości kraju morskiego o sporych ambicjach i ponad 10 lat od wstąpienia do NATO, że nasze zaangażowanie będzie większe i przejmiemy funkcję lidera i inicjatora niektórych dziedzin bezpieczeństwa morskiego. Ale nie jesteśmy w stanie spełnić tych oczekiwań z powodów, o których cały czas wspominam. Nie wiemy kim chcemy być, nadal mamy się za małego chłopca, który chciałby wszystko, a nie dostaje jeszcze do większości półek z zabawkami.

Czy zakres tej współpracy będzie w najbliższych latach malał, czy też rósł?

Oczekiwania będą i już są coraz większe. Głownie operacje dalekosiężne, z dala od naszych własnych wybrzeży, od wybrzeży Europy. Zobowiązania wobec NATO, ale także UE to przede wszystkim większa samodzielność i samowystarczalność. Popatrzmy na kilka ostatnich lat. Operacja antypiracka u wybrzeży Somalii i na akwenach przylegających, typowo morska operacji wsparcia powstania w Libii, konieczność pomocy humanitarnej mieszkańcom Filipin i kilku innych dotkniętych katastrofą miejsc. Ciągle działania kontrolno-patrolowe na Morzu Śródziemnym w ramach Active Endeavour z użyciem okrętów i lotnictwa. Ale także sprawa kontroli lub powstrzymania nielegalnej imigracji, w tym również rozprzestrzeniania terroryzmu i przestępczości. A jak widzimy kontrola od strony morza tego procederu jest bardzo trudna i wymaga wielkich środków – przykład kłopotów Włoch, Francji i Hiszpanii po destabilizacji Północnej Afryki jest tutaj dobitnym przykładem. Oczekiwania rosną, ale nasz potencjał nawet nie stoi w miejscu, zdecydowanie się kurczy. I nie wyciągamy z tego wniosków. 

Czy na przyszłość Marynarki Wojennej RP, zarówno pod względem jej potencjału operacyjnego, jak i stawianych przed nią zadań, można patrzeć ze spokojem?

Nie, nie, nie. Po trzykroć. Bez długoletniego programu parlamentarnego, może nawet referendum, w czasie którego społeczeństwo wyrazi swój pogląd, czy flota ma istnieć, czy też zlikwidujmy ją, i następnie systemowego finansowania projektu z poziomu rządowego z różnych środków – Marynarka Wojenna opracowała takie projekty i przedłożyła je również pod obrady sejmowej Komisji Obrony Narodowej – nie ma takiej szansy. A ten proces także będzie kosztował, nawet ciągłe, systematyczne staczanie się przez kilka następnych lat będzie kosztowała nas, podatników, całkiem sporo. Wyrzucimy jednak to w błoto, bo odwróciliśmy się tyłem do morza i nie rozumiemy istoty zależności naszego powodzenia i sukcesów ekonomicznych, politycznych i społecznych od bezpieczeństwa, swobody handlu i przemieszczania się szlakami morskimi. Już mamy do czynienia z precedensami piractwa na Bałtyku oraz procesem przemytu towarów i imigrantów, głównie od strony Rosji. Coraz mniej ryb, rozwijająca się turystyka morska spowoduje, ze rybakom zacznie się bardziej opłacać przerzucać na pokładach kutrów uciekinierów z dalekiego wschodu niż łowić śledzie.

Jakie jest największe zagrożenie stojące w najbliższej przyszłości przed Marynarką Wojenną RP? Jak można jemu przeciwdziałać?

Marynarka Wojenna to przede wszystkim okręty. I tutaj jest podstawowe zagrożenie. MON zakupił na potrzeby MW, a przynajmniej taka jest oficjalna wersja, uzbrojenie dla Nadbrzeżnego Dywizjonu Rakietowego MW. Takie uzbrojenie może stanowić wsparcie i uzupełnienie potencjału dla jednostek pływających. Nie będzie niestety remedium na inne bolączki związane z naszymi interesami na morzu. Zresztą nie mamy bezpośredniego zagrożenia wojskowego ze strony naszych sąsiadów. Zagrożenie jest dalej i ma inny charakter. Bardziej mnie martwi fakt, ze polscy rybacy nie mogą liczyć na ochronę łowisk, gdyż największym uzbrojenie morskich jednostek straży granicznej jest karabin maszynowy o kalibrze 7,62 mm i skutecznym zasięgu 1800 metrów. A na wyobraźnię trzeba działać kalibrem. Nie trzeba użyć uzbrojenia, trzeba je dobrze zaprezentować. Więc jak powiedziałem już wcześniej – najpierw decyzja: tak lub nie dla posiadania sił morskich. Następnie program rozwoju. Później przewidywalne i długofalowe finansowanie, na miarę naszych możliwości oczywiście. I wcale nie trzeba się specjalnie wysilać, trzeba dobrze inwestować, mądrze. A marynarze mają całkiem dobry zmysł, nauczeni są, że w tym rodzaju sił zbrojnych nic, co jest nagłe, spontaniczne, gwałtowne, nie przynosi dobrego efektu. Maksymą polskiej Marynarki Wojennej jest cytat z jednego z twórców floty wojennej w okresie międzywojennym. Admirał Jerzy Świrski powiedział, że „Marynarka Wojenna to ciągłość, cierpliwość, tradycja…” tylko ostatnio jakoś morze nie ma coś szczęścia do Polski.

Komandor porucznik Janusz Walczak jest emerytowanym oficerem Wojska Polskiego. Dysponuje ponad dwudziestoletnim doświadczeniem służby w Marynarce Wojennej. Przez dwanaście lat pracował jako jej rzecznik prasowy. 

Rozmawiał: Michał Jarocki
Zdjęcia: Janusz Walczak

Newsletter “Stosunków Międzynarodowych”

http://stosunki.pl/?q=content/marynarka-wojenna-ci%C4%85g%C5%82o%C5%9B%C4%87-cierpliwo%C5%9B%C4%87-tradycja-rozmowa-z-komandorem-porucznikiem-januszem-w

Speak Your Mind

*