“Oswoić smoka czy próbować przepędzić?” – Chiny jako wyzwanie dla bezpieczeństwa ekonomicznego Polski

Według raportu „Polska w 2030” sporządzonego przez zespół ministra Boniego, Polsce grozi tzw. „dryf cywilizacyjny”. Zjawisko to rozumiane jako brak strategii i pomysłu „na siebie” w skali całego państwa, którego przejawem jest nie tylko brak realnego rozwoju gospodarczego, ale skazanie takiego kraju na powolny upadek gospodarczy i społeczny. Dla bezpieczeństwa ekonomicznego państwa, które na potrzeby tego artykułu rozumiem jako „niczym nie zagrożoną perspektywę rozwoju”, zminimalizowanie możliwości wystąpienia dryfu jest problemem pierwszorzędnym. Problemem, przed którym stają państwa postkomunistyczne, które wkroczyły na drogę transformacji ustrojowej. Diagnoza Boniego jest warta głębszej analizy, której w Polsce, szczególnie we wiodących mediach brakuje.

„Ciepła woda w kranie”

 Po 1989 r. z kilku pomysłów strategicznych wreszcie przeważył ten o związaniu się czy raczej powrocie do rodziny cywilizacji Zachodu. Praktycznym tego wyrazem było zgłoszenie akcesu do NATO i Unii Europejskiej. Upraszczając, główne cele były dwa. Nabranie poczucia bezpieczeństwa poprzez członkostwo w organizacji kolektywnej obrony oraz uzyskanie dostępu do źródła środków na modernizację gospodarki, które pozwolą nadrobić zaległości po półwieczu komunizmu. Po zrealizowaniu drugiego celu w 2004r. w zasadzie skończyła się debata nad strategią rozwoju. Miejsce tych rozważań zajęły nawoływania o „umacnianie” i „pogłębianie” członkostwa w Sojuszu, integracji europejskiej, roli Polski na Wschodzie, Partnerstwa Wschodniego itd. Trwanie tylko przy tradycyjnych kierunkach polityki zagranicznej (unijnym i amerykańskim) nie pozwoli utrzymać tempa rozwoju gospodarki, jej znaczenia i pozycji w regionie. Szczególnie przy narastających problemach demograficznych, budżetowych i ogólnym wyraźnym spadku dynamiki integracji europejskiej. Warto zastanowić się nad możliwymi celami i kierunkami działań. Może warto rozważyć nawiązanie bliższych relacji z Chinami.

Niezrozumienie „Smoka”

Pretekstem do tych rozważań jest głośne medialnie fiasko budowy odcinka autostrady A2. Był to pierwszy liczący się przejaw chińskiego zaangażowania kapitałowego w Polsce. COVEC, wiodąca chińska firma budowlana z szerokimi powiązaniami z aparatem państwowym, wygrała jesienią 2009 r. przetarg na budowę wspomnianego odcinka. Tajemnicą poliszynela jest, że w Polsce w zasadzie jedynym kryterium branym pod uwagę przy przetargach jest cena. W takim wypadku propozycja wykonania kontraktu za ok. 50% sumy proponowanej przez drugiego w kolejności inwestora była argumentem nie do podważenia. Dzisiaj wiemy już, że COVEC potraktował tę inwestycję eksperymentalnie, jeśli nie lekceważąco. Wysłał do jej realizacji młodą kadrę dla której było to pierwsze takie przedsięwzięcie, nierzadko był to w ogóle pierwszy wyjazd za granicę tych pracowników. Ten zespół wyraźnie sobie nie poradził i jest to bezsporna wina kierownictwa firmy. Licencje, procedury, negocjacje z podwykonawcami wyraźnie przerosły młodą, chińską ekipę. W marcu br. stało się jasne, że nie uda się zrealizować inwestycji za kwotę oferowaną w przetargu, co wiąże się ze stratami firmy i opóźnieniami. W kwietniu wstrzymano wypłacanie należności podwykonawcom i podjęto próbę renegocjacji umowy. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zgodnie z przewidywaniami nie zgodziła się na zmianę warunków i skierowała sprawę do sądu. To jak skończy się rozprawa o odszkodowanie jest kwestią otwartą. Jednak GDDKiA kierując sprawę do sądu naraża Chińczyków na utratę twarzy (siebie też przy okazji), ewidentnie nie rozumiejąc swojego azjatyckiego partnera. Generalna Dyrekcja zachowała się tak, jakby sprawa dotyczyła partnera europejskiego, nie uwzględniając chińskiej specyfiki i niejako wymuszając na Chińczykach wycofanie się z umowy. Na marginesie warto dodać, że w podobnym przypadku w Arabii Saudyjskiej przy budowie odcinka połączenia kolejowego chińska firma zdecydowała się po renegocjacji wykonać kontrakt pomimo strat (sięgających 600 mln$!). Koniec końców podpisano nowy kontrakt już bez Chińczyków, a autostrada ma być „przejezdna” do Euro 2012. Pojawiły się pojednawcze wypowiedzi ambasadorów i ministrów spraw zagranicznych z obydwu stron, ale wygląda na to, że to Węgrzy zajmą pozycję wiodącego partnera Chin w Europie Wschodniej. Ciepły klimat wzajemnych relacji wytworzony na EXPO w Szanghaju, chyba już zniknął na dobre.

Umieszczenie polskiego pawilonu w eksponowanym miejscu, reklama w oficjalnym biuletynie czy wreszcie zaproszenie polskiego przedstawiciela (marszałka Grzegorza Schetyny) do wygłoszenia przemówienia na zakończenie imprezy to były wyraźne sygnały wysłane przez stronę chińską. Należy przypominać zachwyty nad dużą liczbą odwiedzających polski pawilon (ok. 8 mln), co wiązano z ciekawym pomysłem architektonicznym samego pawilonu, smacznym jedzeniem czy wrażeniem zrobionym przez materiały promocyjne (m.in. film pt. „Historia Polski”). Mało kto dziś pamięta, że budżet jakim dysponowano nie był imponujący, a udział samych Chińczyków w promocji naszego pawilonu był kluczowy. Szczebel delegacji państwowej pod kierownictwem marszałka Sejmu (przy obecności wielu szefów rządów, w tym premiera Chin) lepiej zostawić bez komentarza. Krótko mówiąc najwyraźniej nie „przeczytano” właściwie tych sygnałów. Jakie przesłanie stało za tymi chińskimi gestami? Było to zaproszenie do swoistej umowy, typowej dla Chin. Mianowicie strona chińska postara się wypromować kierunek polski jako ważny obszar zainteresowania dla inwestycji, a strona polska postara się o dogodne warunki dla wspólnej współpracy. Fiasko z A2 jest o tyle dziwne, że o ile Generalna Dyrekcja sama z siebie mogła nie przywiązywać wagi do szczególnego traktowania COVEC-u, o tyle MSZ ze swojej strony powinien sytuację monitorować i służyć radą. Ufam, że jest to splot nieszczęśliwych okoliczności, a nie wynik przemyślanej polityki, gdyż polityka taka byłaby błędna z uwagi na szereg korzyści wynikających z szerszego wpuszczenia na grunt polski kapitału chińskiego.

Inwestycje chińskie jako „drugi filar”

Wielki projekt modernizacji Polski jest ciągle w powijakach. Kryzys finansowy nakładający się na swoistą niemoc aparatu urzędniczego wpłynął bardzo negatywnie na projekt budowy dróg czy połączeń kolejowych. Z planów rządzących na pierwszą kadencję uda się zrealizować ok. 30%. Pula środków unijnych na ogół projektów na lata 2007 – 2013 to ok 65 mld euro. To suma duża, ale niewystarczająca na szybkie zbudowanie niezbędnej infrastruktury. Natomiast już dzisiaj oczywistym jest, że w następnej perspektywie budżetowej nie będziemy dysponować tak dużymi środkami. Inwestycje chińskie mogłyby być dodatkowym źródłem. Chińczycy wzmacniają obecność w regionie. Ostatnie przejawy to kontrakt na modernizację ukraińskiej energetyki i rolnictwa na 3,5 mld$, 12 umów na sumę 8 mld podpisanych na Węgrzech, wreszcie szybko rosnąca obecność na Białorusi szacowana na ok. 15 mld$ inwestycji. Liczby te mówią same za siebie, a Polska z racji swojego potencjału i możliwości mogłaby wynegocjować umowy na podobne wielkości.

Obecność chińskiego kapitału w Europie z roku na rok rośnie. Według doniesień amerykańskiej Fundacji Heritage, ich wartość za okres od 2005 r. do lipca 2011 r. wynosi 43,2 mld$. Przy czym w stosunku do poprzedniego roku zanotowano wzrost o 8,4 mld. Dane te dotyczą największych odbiorców inwestycji poza Białorusią. Wielka Brytania, kraj zajmujący pierwsze miejsce w tym zestawieniu przyjął inwestycje na sumę ok. 9 mld $. Dalej mamy Szwajcarię z wynikiem 7,3 mld i pogrążoną w kryzysie Grecję z 5,2 mld$. Na tym tle widać jak istotne dla zmian w tym rankingu były wspomniane wcześniej inwestycje na Węgrzech czy Ukrainie. W takim doborowym towarzystwie Polska wypada blado. Chińskie inwestycje w Polsce poczyniono na sumę około 300 mln$, co jest wynikiem nie zasługującym nawet na komentarz.

Dużym problemem w Polsce jest odpływ siły roboczej. Jednym z możliwości rozwiązania tego problemu poza robotnikami z Europy Wschodniej są pracownicy z Azji. Hipotetyczne sprowadzenie nawet kilku milionów robotników z Chin nigdy nie będzie cudownym panaceum na wzorowy rozwój gospodarczy. Ludzi gotowych do pracy za 900 zł netto (około dwa razy więcej niż w Chinach) w ramach 6 dni pracy w tygodniu przez 12 godzin na dobę sprowadzić jest teoretycznie łatwo. Tania siła robocza to jednak nie wszystko. Potrzebna jest likwidacja zbędnych przepisów, redukcja systemu koncesji i zezwoleń, ograniczenie biurokracji, podatków i wiele innych rzeczy. W końcu wiele państw ma dostęp do taniej siły roboczej, a niewiele spośród nich cokolwiek znaczy w światowej gospodarce. Trzeba wziąć pod uwagę, że ewentualne sprowadzenie pracowników z Chin napotkałoby problemy związane m.in z systemem ubezpieczeń społecznych (w Chinach nie istnieje). Bez wątpienia byłaby to grupa konkurencyjna względem pracowników polskich. Wywołałoby to prawdopodobnie protesty związków zawodowych, rozpatrujących sytuację zgodnie z interesem swoich członków. Podobnie wyglądałaby kwestia podjęcia stosunku pracy przez takiego pracownika. Praca „na czarno” raczej nie wchodziłaby w grę choćby z uwagi na wyróżniający się wygląd. Sposób opłacalny w przypadku imigrantów z Ukrainy czy Rosji nie miałby zastosowania. Nie mniej ważną kwestią jest bardzo restrykcyjny system wizowy. Obywatelowi Państwa Środka trudno jest otrzymać polską wizę. W przeszłości bywały lata gdy w Szanghaju wydawano jedną wizę rocznie.

A może po prostu zignorować Chińczyków?

Należy się zastanowić czy taka wzmożona obecność zarówno kapitału jak i pracowników chińskich mogłaby mieć negatywne konsekwencje dla bezpieczeństwa państwa. Należy ostrożnie i pragmatycznie poddać selekcji obszary dostępne dla kapitału chińskiego. Obszary, które interesują stronę chińska w najwyższym stopniu to infrastruktura i energetyka. Uważam, że w interesie narodowym jest aby modernizacja dróg, kolei czy sieci energetycznej była zrealizowana dobrze i możliwie szybko. Warto odważnie zachęcać firmy chińskie do udziału w projektach modernizacyjnych. Jednocześnie uważać na transakcje dotyczące zmiany struktury własnościowej spółek o znaczeniu strategicznym, szczególnie tych o profilu energetycznym. Nie można dopuścić do utraty kontroli państwa nad tymi obszarami na rzecz Chin czy jakiegokolwiek innego podmiotu.
Co zaś się tyczy pracowników to trzeba zdać sobie sprawę, że nie wszyscy będą pracowali na rzecz rozwoju gospodarczego Polski. Kwestia przestępczości zorganizowanej w społecznościach azjatyckich na świecie i możliwości walki z nią jest odrębnym zjawiskiem, jednak trzeba być przygotowanym i na taką przykrą ewentualność. Szczególnie, że w Polsce już pojawiają się problemy z wietnamskimi grupami przestępczymi trudniącymi się produkcją narkotyków.

Pomimo możliwości wystąpienia zagrożeń warto podjąć chińskie wyzwanie, czyniąc stosowne kroki w celu zwiększenia aktywności chińskiej na obszarze Polski. Chińska obecność może być jednym z dwóch fundamentów, obok funduszy unijnych, na których zbudujemy trwałe podstawy rozwoju gospodarczo-społecznego. Należy przezwyciężyć krzywdzące stereotypy dotyczące Chin i ich fałszywie jednostronnego obrazu, który cały czas dominuje w polskich mediach. Jeżeli czegoś można się od chińskich polityków nauczyć to właśnie pragmatyzmu we wzajemnych relacjach, dla osiągnięcia obopólnych korzyści. Nie chodzi tu o swoiście rozumiany pragmatyzm wielkiej części polskich elit, sprowadzający się do poszukiwania Wielkiego Brata. Kiedyś Moskwa, dziś Bruksela i Waszyngton, a jutro Pekin! To hasło, który w całości przeczy zasadom pragmatyzmu. W dzisiejszym coraz mniej stabilnym świecie Polska nie może sobie pozwolić na spowalnianie własnego rozwoju. Taktyczna współpraca z Chinami jest koniecznym elementem wielkiej strategii rozwoju państwa polskiego w XXI wieku. Nie sposób obrażać się na rzeczywistość, a trzeba umieć się w niej odnaleźć. Ta trudna sztuka, której w toku dziejów rządzącym Polską nie raz brakowało, musi być doskonalona.
śr., 28 – września – 2011, 14:22 | Paweł Szopiński

 http://www.stosunki.pl/?q=content/oswoi%C4%87-smoka-czy-pr%C3%B3bowa%C4%87-przep%C4%99dzi%C4%87-chiny-jako-wyzwanie-dla-bezpiecze%C5%84stwa-ekonomicznego-po

Speak Your Mind

*