Warszawski Szczyt Partnerstwa Wschodniego – pieniądze, wizy i Białoruś

29 i 30 września br. warszawski Zamek Ujazdowski przeżył prawdziwe oblężenie najwyższych rangą funkcjonariuszy państw zjednoczonej Europy oraz ich wschodnich partnerów: Azerbejdżanu, Armenii, Gruzji, Mołdowy i Ukrainy. W spotkaniu wzięli też udział przedstawiciele instytucji europejskich, w tym Parlamentu Europejskiego, Europejskiego Banku Inwestycyjnego oraz Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. To właśnie tutaj toczyła się druga już w historii Partnerstwa Wschodniego tura negocjacji i debat dotyczących przyszłości strategicznego projektu EU.

Projekt Partnerstwa Wschodniego (PW) ma na celu przyspieszenie gospodarczej, jak i politycznej integracji państw Europy Wschodniej z Unią Europejską. Według kwietniowych wypowiedzi reprezentanta polskiej dyplomacji – wiceministra Stanowskiego – odbywający się w Warszawie szczyt PW miał być niewątpliwie jednym z najważniejszych wydarzeń polskiej prezydencji. Obrady zgromadzonych na szczycie głów państw i szefów rządów, miały zaowocować silnym politycznym sygnałem, który pogłębiłby integrację oraz zaangażowanie Unii Europejskiej i wschodnich partnerów we wspólne działania. Tymczasem już robocza wersja konkluzji mającego się odbyć szczytu, która została podpisana w tygodniu poprzedzającym spotkanie, nie wydawała się poczyniać żadnego znaczącego kroku naprzód.

Pieniądze w służbie integracji

Zgromadzeni w Warszawie przedstawiciele państw i rządów mieli dyskutować nad szeregiem tematów. Wśród nich znalazły się m.in. zmiana reżimu wizowego oraz negocjacje dotyczące utworzenia Pogłębionych i Kompleksowych Stref Wolnego Handlu (DCFTA), jak i umów stowarzyszeniowych z UE. Najbardziej zaawansowane z nich miały być prowadzone z Ukrainą, jako że kraj ten wszedł już w ich finalną fazę. W sprawie podobnych porozumień Unia prowadzi rozmowy od stycznia ubiegłego roku także z Mołdawią, a z Azerbejdżanem, Armenią i Gruzją – od lipca 2010 r. Deklaracja końcowa warszawskiego szczytu PW przewidziała m.in. stworzenie w krajach uczestniczących w projekcie PW, nowych komórek mających na celu wzmocnienie procesu budowania demokratycznych instytucji. W tym celu powstanie warszawska Akademia Administracji Publicznej Partnerstwa Wschodniego oraz Estońskie Centrum Partnerstwa Wschodniego.

Ważnym punktem rozmów było zwiększenie wsparcia finansowego, które przewidywałoby (oprócz już przyznanych do podziału między kraje PW 1,9 mld euro) przekazanie w najbliższych dwóch latach kolejnych 150 mln euro. Podczas konferencji prasowej, która odbyła się drugiego dnia szczytu, premier Donald Tusk przedstawił również ofertę, w ramach której Białoruś otrzymałaby 9 mld dolarów w formie pożyczek pochodzącyh od dwóch instytucji finansowych UE – Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EBI) oraz Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR) oraz od Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW). Warunkiem otrzymania wsparcia jest uwolnienie wszystkich więźniów politycznych oraz zorganizowanie wolnych wyborów (monitorowanych zarówno przez UE, jak i Stany Zjednoczone). Według premiera Tuska, oferta ta wygenerowała sytuację bezprecedensową, w której to solidarna UE, w sposób zdecydowany wyciąga rękę do Białorusi w zamian za przeprowadzenie stosownych zmian w aparacie politycznym ostatniej dyktatury Europy.

Co z tą Białorusią?

Oprócz podkreślenia roli Ukrainy w „wielkim projekcie europejskim”, warszawski szczyt PW miał być w dużej mierze poświęcony dyskusji na temat pakietu modernizacyjnego na rzecz nowej, demokratycznej Białorusi. Wiktar Gajsionak, ambasador Białorusi w Polsce, odwołał jednak udział w spotkaniu ze wzgędu na dyskryminacyjne kroki, jakie podjęli w jego odczuciu jego organizatorzy, m.in. nie zapraszając na szczyt prezydenta Aleksandra Łukaszenki (a jedynie ministra spraw zagranicznych – Siarhieja Martynau, który również odmówił przybycia), jak i ograniczając udział delegacji białoruskiej do jednego dnia szczytu. Gospodarze spotkania celowo pozostawili puste krzesło w miejscu przewidzianym dla reprezentanta wschodniego sąsiada Polski. Nie sprawiło to, by uczestnicy szczytu PW w jakikolwiek sposób unikali dyskusji na temat obecnej sytuacji politycznej na Białorusi. Wręcz przeciwnie, przewodniczący Komisji Europejskiej – José Manuel Barroso – podkreślił wręcz, że wspólnym celem wszystkich krajów UE jest doprowadzenie do tego, aby Białoruś dołączyła do rodziny wolnych, europejskich narodów, dodając, że Polska ma w tym projekcie „historyczną rolę”.

Republika Białorusi, 10-milionowy kraj od lat leżący na skraju wpływów zachodnich i wschodnich, nigdy nie była łatwym partnerem dla swoich zachodnich sąsiadów. Tuż po tym jak ministrowie spraw zagranicznych Polski i Szwecji: Radosław Sikorski oraz Carl Bildt, ogłosili inicjatywę Partnerstwa Wschodniego w 2008 roku, prof. Zdzisław Najder stwierdził, że to właśnie Białoruś będzie największym wyzwaniem dla polskiej, jak i unijnej polityki zagranicznej. Po pierwsze datego, że dla większości obywateli UE, Białoruś pozostaje krajem niezrozumiałym. Po drugie – białoruska opozycja jest podzielona i zbyt słaba by stawić czoła Łukaszence. Unia Europejska powinna więc poczynić wszelkie starania, by kraj ten przestał oddalać się od Europy.

Podążając tym tropem, mimo, iż rząd Białorusi zbojkotował spotkanie PW, premier Donald Tusk, minister Radosław Sikorski, kanclerz Angela Merkel oraz przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy, spotkali się pierwszego dnia szczytu z białoruską opozycją, co miało na celu wsparcie solidarnego współdziałania wszystkich grup opozycyjnych dążących do demokratyzacji Białorusi. Premier Tusk, w swoim oświadczeniu podkreślił, że Unia Europejska bardzo poważnie traktuje sytuację na Białorusi. Słowa, jakie padły podczas spotkania europejskich liderów z reprezentantami białoruskiej opozycji były wystarczającym powodem, aby ponownie zadeklarować z całą mocą, że nie będzie ze strony UE żadnych ustępstw, Anie też gestów wobec reżimu Łukaszenki bez uwolnienia wszystkich więźniów politycznych. Tak wyraźne postanowienie w dobie burzliwych relacji Białorusi z Zachodem było niezbędne. Od października 2002 r., kiedy to decyzją większości rządów unijnych UE wydała zakaz wjazdu na teren zjednoczonej Europy prezydentowi Łukaszence oraz jego najbliższym współpracownikom, Białoruś została zmuszona do szukania porozumienia z Kremlem oraz rozwijania relacji z innymi, również izolowanymi na arenie międzynarodowej krajami Azji i Afryki. Jedynym oficjalnym kanałem komunikacji między UE a Mińskiem pozostała więc misja OBWE w Mińsku. W 2004 r.,, w wyniku głównie polskiego zaangażowania na Ukrainie podczas „Pomarańczowej rewolucji”, stosunki białorusko-unijne uległy ochłodzeniu, co zostało odnotowane m.in. przy okazji nagminnych przypadków zawracania z granicy polskich działaczy organizacji pozarządowych, a także polityków, parlamentarzystów i dziennikarzy.

Wraz z wejściem w życie Traktatu Lizbońskiego i utworzeniem Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych, UE wysłała do Mińska swojego pierwszego ambasadora – rezydenta, którym została Maira Mora. Mimo tego, o oficjalnym dialogu między władzami krajów należących do UE a reżimem Aleksandra Łukaszenki, wciąż nie nie może być mowy. Bruksela wyznaje szereg wartości, których Mińsk nie podziela. Przykładem jest istnienie w białoruskim kodeksie karnym kary śmierci, którą obecnie są zagrożeni m.in. dwaj młodzieńcy podejrzani o zorganizowanie w kwietniu br. zamachu na stacji Kastrycznicka mińskiego metra – Dmitrij Konował oraz Władysław Kowaliow. Wysoka Przedstawiciel UE do Spraw Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa, Catherine Ashton, regularnie wydaje oświadczenia, w których potępia dokonywane przez władze białoruskie egzekucje, a także aresztowania oraz represje przeciwstawiającego się obecnej sytuacji politycznej społeczeństwa – w tym m.in. tak zwanych „milczących protestantów” oraz skazanych za udział w ulicznych, antypaństwowych zamieszkach w wieczór wyborzy 19 grudnia 2010 r. Jednym z ostatnich zwolnionych z aresztu jest były kandydat opozycji na prezydenta – Dzmitryj Us. Rządowa agencja „Biełta” podaje, że Aleksander Łukaszenka podjął taką decyzję kierując się „względami humanitarnymi”, jednak sam Us uważa, że do ułaskawienia by nie doszło, gdyby nie presja ze strony UE i USA oraz ich groźby wprowadzenia sankcji ekonomicznych i politycznych. W areszcie pozostaje jeszcze wielu działaczy opozycyjnych, a wśród nich Andrej Sennikau (skazany na 5 lat pozbawienia wolności) i Mikoła Statkiewicz (z wyrokiem 6 lat), natomiast uwolniony już wcześniej Uładzimir Niaklajeu, uczestnik warszawskiego szczytu PW, ma poważne podstawy do obaw. Po tym jak w wyniku grudniowego zatrzymania został skazany na 2,5 roku więzienia, otrzymał zakaz opuszczania kraju.

Powstaje więc pytanie, w jaki sposób zachodni przywódcy Partnerstwa Wschodniego chcą chronić tych, którzy angażują się w dialog na rzecz demokratyzacji Białorusi tak, aby nie powtórzyć „wpadki” do jakiej doszło z winy polskiego MSZ w sprawie opozycyjnego działacza – Alesia Białackiego. Podobne pytania będziemy musieli sobie zadawać coraz częściej, gdyż Aleksander Łukaszenka, mimo poważnych problemów gospodarczych, utrzymuje mocną pozycję w kraju. Powód, dla którego ostatni dyktator Europy wciąż pozostaje tak silnym liderem, dobitnie ilustruje komentarz Aleksandra Łukaszenki wypowiedziany przy okazji „milczącego protestu”, którego uczestnicy przeszli ulicami Mińska 21 września br., „głosząc” hasło: „Koniec z cierpieniem – wzrostem cen, dewaluacją, bezprawiem milicji, państwową propagandą i obietnicami władz”. Jak donoszą korespondenci „Nowej Europy Wschodniej”, Aleksander Łukaszenka miał skomentować wydarzenia następującymi słowami: „Nasza piąta kolumna próbuje zdestabilizować kraj. Nigdy nic im się nie uda, jeśli obywatel będzie nakarmiony i ubrany”. Problem w tym, że obywatel coraz częściej chodzi głodny, napotyka na problemy z zaopatrzeniem i ma trudności z uzyskaniem obcej waluty w kantorach (czarnorynkowy kurs jest wyższy o conajmniej 20 procent). Mimo, że Białoruś od wielu miesięcy boryka się z narastającym kryzysem gospodarczym, władze nie podjęły decyzji o przeprowadzeniu koniecznych reform. Dewaluacja (o prawie 50%) białoruskiego rubla nastąpiła dopiero w maju bieżącego roku, usztywniając kurs dwuprocentowym ograniczeniem. W następstwie nagłego wzrostu cen żywności i paliwa, Łukaszenka przyznał 12% podwyżki wypłat dla pracowników sektora publicznego oraz emerytów. Jednak w kraju, w którym szacuje się, że pensje do 70% populacji są wypłacane przez państwo, tak nikła podwyżka nie przyniesie ludności żadnej ulgi.

Bez zmian w kwestii wiz

Drugi szczyt Partnerstwa Wschodniego nie przyniósł radykalnych zmian w europejskiej polityce wschodniej. Obrady zdominowane były przez temat samoizolacji Białorusi oraz regres demokracji na Ukrainie. Przewodniczący Komisji Europejskiej – José Manuel Barroso – wręcz groził Ukrainie, że jeśli była premier i lider opozycji Julia Tymoszenko zostanie skazana w toczącym się przeciwko niej procesie o domniemaną korupcję, Janukowycz może zapomnieć o umowie stowarzyszeniowej z UE, która to ma zostać podpisana do końca 2011 r. Dla kraju, który wśród wschodnich partnerów UE jest uznawany za lidera we wprowadzaniu reform, może to być poważny cios polityczny. Wschodni przywódcy potwierdzili swoje europejskie aspiracje, a także przynależność do kręgu wyznającego wspólne wartości (takie jak wolność, demokracja, respektowanie praw człowieka i podstawowych wolności oraz rządów prawa). Jednak nie wszyscy zdobyli się na podpisanie deklaracji wyrażającej głębokie zaniepokojenie łamaniem praw człowieka na Białorusi. Dokument ten, stanowiący dodatkową część deklaracji końcowej, został ostatecznie podpisany jedynie przez reprezentantów krajów Unii Europejskiej, którzy nawołują w nim do wypuszczenia i zrehabilitowania więźniów politycznych, zaprzestania represji społeczeństwa obywatelskiego i mediów oraz do rozpoczęcia dialogu politycznego z opozycją. Unia Europejska zadeklarowała chęć pogłębienia relacji z Białorusią, jak i możliwość udzielenia pomocy finansowej, ale tylko wówczas, gdy Białoruś stanie się „demokratycznym partnerem”.

Za sukces można jednak uznać sam fakt, że udało się zgromadzić podczas dwóch dni szczytu warszawskiego tak wielu ważnych liderów uczestniczących w Partnerstwie Wschodnim. Niestety nasuwa się przy tej okazji pytanie, czy tak liczna obecność przywódców europejskich jest efektem rzeczywistego przewartościowania priorytetów w polityce zagranicznej UE, czy też jedynie grzecznościowym gestem wobec organizatorów sprawujących obecnie prezydencję? Ustalenia warszawskiego szczytu PW z pewnością nie zaspokoiły oczekiwań naszych wschodnich sąsiadów, zwłaszcza jeśli chodzi o dyskusję na temat ułatwień w podróżowaniu obywateli. W kwestii działań dążących do złagodzenia reżimu wizowego deklaracja końcowa partnerstwa wschodniego nie zawarła żadnych nowatorskich zapisów. Wspomniała ona jedynie o dotychczas przedsięwziętych krokach w celu wprowadzenia ułatwieniń wizowych dla Republiki Mołdowy, Ukrainy oraz Gruzji, zaznaczając, że postęp jaki te kraje dokonały w procesie wdrażania ustalonych z UE planów działania, jest godzień naśladowania ze strony pozostałych państw PW. Na rozpoczęcie negocjacji w sprawie ułatwień wizowych dla Białorusi, Armenii i Azerbejdżanu niestety trzeba będzie jeszcze cierpliwie poczekać. Unijne uciekanie od podjęcia tematu chociażby zmniejszenia opłat wizowych dla obywateli Białorusi to kolejny cios dla opozycji. Aleksander Milinkiewicz od dawna zwraca krajom zachodnim uwagę na to, że Białorusini są zobowiązani płacić za wizę Schengen prawie dwa razy tyle (60 euro) co inni partnerzy wschodni UE (jak np. Mołdawianie czy Rosjanie, których opłaty wynoszą 35 euro).

Deklaracja końcowa drugiego szczytu Partnerstwa Wschodniego ma stanowić dokument, na którego podstawie zostanie stworzona do końca bierzącego roku Mapa Drogowa, która wyznaczy cele i wskaże działania członków PW do czasu rozpoczęcia się kolejnego szczytu – w drugiej połowie 2013 roku. O tym, jaki kształt przybierze przyszła współpraca w ramach PW dowiemy się już być może 11 października br., kiedy to jest przewidywane wydanie wyroku w sprawie Julii Tymoszenko. Ważnym czynnikiem, który z całą pewnością wpłynie na rozwój sytuacji politycznej na Wschodzie są wybory prezydenckie w Rosji. Zastanawiające jest, czy w obliczu tych wydarzeń Białoruś, w trudnych dla niej ekonomicznie czasach, może liczyć na to, że Kreml będzie nieco przyjaźniej spoglądał w stronę Mińska? Być może – donosi niezależny białoruski tygodnik „Biełgazeta” – ale tylko wtedy, gdyby między Władimirem Putinem a Dmitrijem Miedwiediewem miały wystąpić rozbieżności zdań, które Białoruś miałaby szansę wykorzystać dla swoich interesów. Tymczasem Białorusini już przygotowują się na to, że wraz z powrotem na stanowisko prezydenta Rosji Władimira Putina w 2012 r., w stosunkach na linii Moskwa – Mińsk zapanuje czysty pragmatyzm (tak więc nasi partnerzy nie będą mogli liczyć na chociażby ulgowe taryfy surowców energetycznych). Biełgazeta równie mało optymistycznie odnosi się do przyszłości stosunków Mińska z zachodem. Przewiduje, że przywódcy zachodnich państw za wszelką cenę będą chcieli utrzymać status quo w relacjach z Moskwą, nie zważając przy tym na karygodne naruszanie praw człowieka w Mińsku.

sob., 08 – października – 2011, 13:13 | Agata Jaskot

http://stosunki.pl/?q=content/warszawski-szczyt-partnerstwa-wschodniego-%E2%80%93-pieni%C4%85dze-wizy-i-bia%C5%82oru%C5%9B

Speak Your Mind

*