Z historii Polski – spory niepodległościowe

Moralizatorstwo w starym, krakowskim wydaniu, czyli Michał Bobrzyński a spory niepodległościowe

Kto najlepiej przysłużył się sprawie polskiej w czasie I wojny światowej? Nestor krakowskich stańczyków Michał Bobrzyński szczególnie ostro atakował endecję i Romana Dmowskiego, a ten nie pozostawał mu dłużny. W sporach niepodległościowych niewątpliwym zwycięzcą był jednak Józef Piłsudski.

Dydaktyka i moralizatorstwo, rozumiane jako prowadzenie narracji z pozycji wszystkowiedzącego, nader często występują w historiografii łącznie. To drugie – inaczej niż w przypadku moralistyki – wiąże się z natrętnym wręcz pouczaniem czytelnika. Po wielokroć towarzyszy temu wyolbrzymianie tych faktów, które są według autora szczególnie ważkie, a pomniejszanie tych, które nie zasługują jego zdaniem na uwagę. Bagatelizowane są również wydarzenia, które, ukazane we właściwym świetle, podkopywałyby fundament, na jakim oparty został cały misterny wywód zawarty w pracy. Między tak rozumianym moralizatorstwem i zwykłą nadinterpretacją, a nawet zwyczajnym zakłamaniem historii, istnieje bardzo cienka granica, którą dziejopisarze w swej twórczości niestety często przekraczali.

Symptomatycznych przykładów takiego dziejopisarstwa dostarcza historiografia polska po I wojnie światowej, która wprzęgnięta została w wir walk polityczno-historiozoficznych pomiędzy stronnictwami odrodzonej Polski, znanych pod nazwą „sporów niepodległościowych”. Głównymi antagonistami w tych zmaganiach byli oczywiście piłsudczycy i endecy, którzy pretendowali do objęcia władzy w niepodległym państwie polskim. Obie te grupy, w wydawanych na potrzeby toczącej się rywalizacji licznych książkach, artykułach, broszurach i tak dalej, wychwalały swe przedwojenne koncepcje, które miały rzekomo doprowadzić do narodzin Niepodległej. Dezawuowano przy tym, a czasami wręcz wyśmiewano, idee, plany i działania drugiej strony. Konflikt ów, dodajmy, był naturalnym przedłużeniem sporów orientacyjnych sprzed wielkiej wojny.

O honor Stańczyków

Ciekawym jest fakt, że w sporach tych jedną z głównych ról odgrywało stronnictwo niewiele znaczące na scenie politycznej II Rzeczpospolitej i skompromitowane w oczach opinii publicznej trwaniem do samego końca wojny przy nierealnych koncepcjach Austro-Węgro-Polski, a mianowicie ugrupowanie krakowskich konserwatystów.

Michał Bobrzyński w 1926 roku (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 1-N-54-1)

Na pierwszą linię frontu rzucony został, a raczej sam z własnej woli tam powędrował, nestor stańczyków Michał Bobrzyński. Ten były namiestnik Galicji z ramienia CK rządu, lider krakowskich zachowawców w czasie ich największych politycznych tryumfów, wracał teraz do roli historyka, z której również był znany szerokiej publiczności. Ze swym jakże wprawnym piórem w ręku szedł na wojnę nie tyle o odzyskanie dobrego imienia dla swojego stronnictwa, ale wręcz o rozpropagowanie takiej wizji najnowszej historii, w której stańczycy grali pierwsze skrzypce jako obóz najbardziej dojrzały, przewidujący oraz prowadzący podczas wielkiej wojny politykę najbardziej odpowiedzialną z punktu widzenia interesów Polski.

Zbyt świeże były wspomnienia prastarego grodu Kraka przyobleczonego w takie napisy jak: „Precz z Bobrzyńskimi, Leami i Jaworskimi! Precz z polityką brudnych dróg i zbrukanych rąk!”, aby kojarzony z upadła monarchią Habsburgów stary stańczyk mógł swobodnie zabrać głos w sporach o to, które ugrupowanie najlepiej przysłużyło się sprawie niepodległości Polski. Napisana przez niego praca pod znamiennym tytułem Wskrzeszenie państwa polskiego ukazała się zatem anonimowo. Taki tajemniczy autor może czasem wydawać się bardziej wiarygodny niźli osoba znana z imienia i nazwiska, obciążona życiorysem i bagażem głoszonych niegdyś, nie zawsze najszczęśliwszych idei.

Znanych i ceniony historyk Andrzej Garlicki stwierdził, że mentor krakowskiego środowiska pisał swą pracę z dwóch pozycji: wciąż aktywnego i zaangażowanego polityka oraz wybitnego, sumiennego badacza przeszłych dziejów. Nie sposób się z tym stwierdzeniem zgodzić. Gdyby tak było, to spod pióra Bobrzyńskiego wyszłaby poważna rozprawa naukowa przynajmniej dążąca do przedstawienia nieodległej historii taką, jaką w rzeczywistości była. Sam Bobrzyński jednak już we wstępie do swego dzieła pisał: „mój szkic historyczny pragnie pod świeżem i bezpośredniem wrażeniem, którego historycy mieć nie będą, stwierdzić drogę, po której z największego upadku doszliśmy do zmartwychwstania” (Wskrzeszenie Państwa Polskiego…, t.1, s. 3-4).

Zatem bez zbędnego warsztatowego brzemienia, za to ze świetnym, wyrobionym, piórem, ruszył Bobrzyński na plac dziejopisarskiego boju o mit założycielski II Rzeczpospolitej. Pisał z manierą dobrotliwego starszego profesora pouczającego z katedry swych niedouczonych studentów-czytelników, na których patrzył z pobłażliwością i pewną dozą zrozumienia, choć potrafił ich jednocześnie surowo skarcić.

„Każda z orientacyj zadanie swe spełniła”

Oddajmy na dłuższą chwilę głos staremu stańczykowi:

Ręka Opatrzności kierująca biegiem dziejów i mszcząca zbrodnię rozbiorów, prześcignęła nasze nadzieje i doprowadziła nas do upragnionego celu. Im jaśniej jednak stawało to przed oczami mojemi, jak wielu innych, tem więcej musiałem się zżymać na prawdziwie potępieńcze swary, które w społeczeństwie Polskiem wszczęły się około pytania, które stronnictwo przewidziało ostateczny wynik i ma całą jego zasługę, a które stronnictwo należy potępić, chyba za to, że do wskrzeszenia Polski dążyło na tych drogach, które zrazu było możliwe. I wówczas powstało we mnie pytanie, czy te potępienia i uroszczenia nie są możliwe w społeczeństwie naszem tylko dlatego, że ogół nie zna wcale tej drogi, po której Opatrzność wiodła nas do własnego państwa […]. Praca niniejsza jest pierwszą próbą dotarcia do prawdy dziejowej tych pamiętnych na zawsze lat przez zebranie i wyzyskanie źródeł jej z obu stron linji bojowej. *Stwierdzając z nich prawdę, że wszyscy Polacy i wszystkie stronnictwa dążyły do jednego celu i każde z nich ma w nim cząstkę zasługi, powinna działać kojąco na rozdrażnione obozy [wyróżnienie. – K.K.] (Wskrzeszenie Państwa Polskiego…, t.1, s. 3).

Józef Piłsudski, dowódca I Brygady Legionów, 1914 r. (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 1-H-100)

Powyższym, obszernym – co wydaje się być zabiegiem usprawiedliwionym – cytatem można by właściwie streścić całą pracę byłego namiestnika, wyraża on bowiem jej istotę, wokół której budowany był dalszy wywód. Celem jego było zrównanie zasług wszystkich stronnictw, w tym krakowskich konserwatystów, na polu walki o niepodległość i budowy suwerennego państwa polskiego. Wbrew jakiejkolwiek logice, nie zważając na ludzką pamięć i jakże krótki czas, który upłynął od zakończenia wojennych zmagań, Bobrzyński twierdził, że „każda […] z orientacyj zadanie swe spełniła” (Wskrzeszenie Państwa Polskiego…, t. 1, s. 2).

Przedstawienie krakowskiego stronnictwa jako nie mniej godnego laurów za działalność z lat 1914–1918 niż endecja i piłsudczycy, było zadaniem karkołomnym, jednakże nestor stańczyków sprostał mu bez zarzutu. Po lekturze jego książki czytelnik naprawdę mógł być święcie przekonany o zasługach krakowskiego stronnictwa dla odbudowy Polski. Jakby tego było mało, Bobrzyński ojcowskim tonem napominał z perspektywy jednego ze zwycięzców, aby zakończyć „potępieńcze” niepodległościowe spory.

Koniunkturalnie o Piłsudskim

Pomimo tego apelu, krakowski historyk bardzo często maczał swe pióro w pełnym żółci kałamarzu. Ciosy swe wyprowadzał zarówno na lewo, jak i na prawo. O wyprawie Brygadiera z Oleandrów pisał: „Partyzantka oddziałów Piłsudskiego, źle uzbrojonych i gorzej jeszcze wyekwipowanych, zmuszonych utrzymywać się z rekwizycji u miejscowej, niechętnej im ogółem biorąc ludności Królestwa […] groziła poświęceniem i zmarnowaniem licznego zastępu młodzieży bez najmniejszego widoku i celu […]” (Wskrzeszenie Państwa Polskiego…, t. 1, s. 25).

Co ciekawe, wraz z wahaniami politycznej koniunktury, a szczególnie po maju 1926 roku, Bobrzyński diametralnie zmienił swe zdanie na temat Komendanta. Po podporządkowaniu się przez niego krakowskiemu Naczelnemu Komitetowi Narodowemu, nestor stańczyków pisał: „Pierwsza brygada pod wodzą Piłsudskiego wyprzedzała wojsko austrjackie w pochodzie naprzód, a zasłaniała jego odwrót, porywała za sobą do ataków chwiejące się oddziały austrjackie i zabłysnęła w szeregu bitew męstwem, wytrwałością na trudy i sprawnością bojową (Wskrzeszenie Państwa Polskiego…, t. 1, s. 55-56). Po zbrojnym przejęciu władzy przez Marszałka krakowski historyk stwierdził zaś, że: „Piłsudski, który stał na czele związków strzeleckich, nie oglądając się na nikogo, w dniu 6 sierpnia z pierwszym oddziałem wyruszył z Krakowa i przekroczył granicę Królestwa, dając hasło do walki narodu polskiego z Rosją” (Dzieje Polski w zarysie, t. 3, Dzieje porozbiorowe…, Warszawa 1931, s. 442.

Przeciw endecji

Postać ostrego sztyletu przybierało pióro namiestnika w momencie, w którym pisał o wyraźnie przez siebie znienawidzonej endecji, a w szczególności jej liderze, Romanie Dmowskim. Zważywszy na to, jak zakończyła się rywalizacja stańczyków z narodową demokracją podczas wielkiej wojny, jest to po części zrozumiałe w każdym jednak razie Bobrzyński nie oszczędzał w swych wywodach „Szanownego Pana Romana”. Przytyki pod adresem endecji widać szczególnie w drugim tomie „Wskrzeszenia państwa polskiego”, który ukazał się w 1925 roku i obejmuje lata 1918–1923. Stary konserwatysta pisał w nim między innymi, że: „uznanie rządów [KNP jako reprezentanta Polski przy państwach Ententy – K.K.] upoiło go [Dmowskiego – K.K.] a nie wiele brakowało, żeby samo wskrzeszenie Polski uznał swoim dziełem” (Wskrzeszenie państwa polskiego…, t. 2, s. 35.).

Jednak najcięższe działa wytoczył Bobrzyński, gdy pisał o wojnie polsko-bolszewickiej. Omawiając fakt utworzenia koalicyjnego Rządu Obrony Narodowej z Wincentym Witosem na czele i jednoczesne opuszczenie przez Dmowskiego Rady Obrony Narodowej, nestor krakowskich konserwatystów stwierdził: „jakiekolwiek Dmowski mógł mieć powody do tego kroku, wyglądało to na demonstrację ze strony polityka, który byt Polski chciał opierać o Rosję” (Wskrzeszenie państwa polskiego…, t. 2, s. 164). Z ogromnej dwuznaczności takiego sformułowania, mogącego sugerować nie tyle sentyment Dmowskiego do Rosji, co zdradę polskich interesów narodowych na rzecz wschodniego sąsiada, Bobrzyński musiał sobie świetnie zdawać sprawę.

Dmowski odpowiada

Roman Dmowski (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 1-A-493)

Stary namiestnik doczekał się jednak responsu ze strony Dmowskiego, który wydał, również w 1925 roku, pracę pod tytułem Polityka polska i odbudowanie państwa (Wedle wskazań autora zamieszczonych we wznowieniu pracy cytuję ją za drugim wydaniem z 1926 roku. Przed ukazaniem się książki jej tekst publikowało jednocześnie od lutego do listopada 1924 roku pięć gazet związanych z Narodową Demokracją). W porównaniu do Bobrzyńskiego styl pisarski lidera endecji nie cechował się przesadną manierą pouczania, wytykania błędnych koncepcji i tak dalej, jeśli jednak chodzi o stopień moralizatorstwa, to trafił swój na swego. Dmowski odmawiał swoim przeciwnikom wyznawania jakiejkolwiek koncepcji i idei. Już na wstępie postawił sprawę jasno, pisząc: „ten komentarz do polityki mojej i obozu, któremu przewodziłem, ma na celu coś o wiele większego, niż wykazanie, że ja i moi towarzysze pracy mieliśmy słuszność, żeśmy znaleźli właściwą drogę, że nasza polityka doprowadziła do zjednoczenia Polski w niepodległem państwie” (Polityka polska i odbudowanie państwa…, s. X).

Analizując przyczyny, dla których niektóre ugrupowania, w tym stańczycy, stanęły po stronie państw centralnych, Dmowski zdecydowanie stwierdził, iż „każdy wiedział, że mamy w społeczeństwie znaczną ilość ludzi, którzy w rzeczach politycznych nie umieją myśleć logicznie i działać planowo, którzy tylko reagują odruchami na podrażnienia. To zachowanie się szczególnie było właściwe młodzieży, kobietom mniej lub więcej dotkniętym histerią i tym dość licznym u nas w czasach przedwojennych ludziom, którzy przez całe życie należeli do młodzieży i zwykle niewiele się różnili od histerycznych kobiet” (Polityka polska i odbudowanie państwa…, s. 146). Bolesne były dla adresatów tych słów, w tym rzecz jasna dla środowiska Bobrzyńskiego, to poczucie wyższości i pewna doza szyderstwa.

Pewnych rzeczy Dmowski jednak zrozumieć nie mógł. Zaliczało się do nich zachowanie stańczyków, którzy zajadle atakowali jego obóz podczas wojny, a także po 1918 roku. Przywódca endecji pytał: „skąd pochodziła ta wściekła, wydobywająca pianę na usta nienawiść do nas, do ludzi, którzy szli inną drogą; skąd te groźby, że jak przyjadą do Warszawy to nas powywieszają, skąd to publiczne oskarżenie ludzi w Galicji, gdzie zawsze groziła interwencja władz austriackich… […] Mówię otwarcie – to już nie robiło wrażenia akcji polskiej, ale jakiejś roboty w służbie obcej”. Podsumowując zaś działalność krakowskich konserwatystów w okresie wielkiej wojny, a szczególnie brak jednoznacznego potępienia przez nich akcji Piłsudskiego z sierpnia 1914 roku, Dmowski napisał dalej, że „cała ideologja Szujskich, Koźmianów, Tarnowskich została wywrócona do góry nogami” (Polityka polska i odbudowanie państwa…, s. 151-152).

Piłsudski zwycięzcą

Legiony na froncie wschodnim – Józef Piłsudski (w pierwszym rzędzie trzeci z lewej) ze sztabem w okolicach Mołodeczna (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 1-H-198-2)

Któż okazał się więc skuteczniejszym moralizatorem i populistą – Bobrzyński, czy Dmowski? Wydaje się, że odpowiedź na to pytanie jest prosta – żaden z nich. Ten trzeci bowiem, Józef Piłsudski, dzierżąc od 1926 roku pełnię władzy, przestawił cały państwowy aparat na propagowanie jasnej i klarownej wizji historii, w której niewiele było miejsca dla Dmowskiego, a tym bardziej dla krakowskich konserwatystów. Piłsudski nigdy nie negował jednak roli, jaką odegrała Narodowa Demokracja w kształtowaniu się polskiej granicy zachodniej, postępował więc inaczej niż Dmowski, który odmawiał Piłsudskiemu jakiegokolwiek wkładu w odbudowę niepodległej Polski.

Bibliografia

Źródła

  • Michał Bobrzyński, Wskrzeszenie Państwa Polskiego. Szkic historyczny, t. 1, 1914–1918, t. 2, 1918–1923, Krakowska Spółka Wydawnicza, Kraków 1920, 1925.
  • Tenże, Dzieje Polski w zarysie, t. 3, Dzieje porozbiorowe, Gebethner i Wolff, Warszawa 1931.
  • Roman Dmowski, Polityka polska i odbudowanie państwa, Perzyński, Niklewicz i Ska, Warszawa 1926.

Opracowania

  • Antoni Czubiński, Spory o II Rzeczpospolitą. Ewolucja poglądów publicystyki i historiografii polskiej na temat przyczyn odbudowy i znaczenia niepodległego państwa dla narodu polskiego, Krajowa Agencja Wydawnicza, Poznań 1983.
  • Andrzej Garlicki, Spory o niepodległość, [w:] Rok 1918. Tradycje i oczekiwania, Czytelnik, Warszawa 1978, s. 5-40.
  • Tadeusz Jędruszczak, Spory o genezę II Rzeczypospolitej, [w:] Droga przez półwiecze. O Polsce lat 1918–1968. Referaty z Sesji Naukowych Polskiej Akademii Nauk i Uniwersytetu Warszawskiego poświęcone 50 rocznicy odzyskania niepodległości, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1969, s. 45-60.
  • Waldemar Łazuga, Ostatni Stańczyk. Michał Bobrzyński – portret konserwatysty, Adam Marszałek, Toruń 2005.
  • Rafał Stobiecki, Spory wokół 1914 roku w wybranych polskich syntezach historycznych ostatniego stulecia, „Dzieje Najnowsze”, r. 2004, nr 3, s. 5-17.
  • Włodzimierz. Suleja, Spory o listopad, [w:] Listopad 1918 z perspektywy osiemdziesięciolecia, red. Czesław Osękowski, Wydawnictwo Wyższej Szkoły Pedagogicznej im. T. Kotarbińskiego, Zielona Góra 2000, s. 25-38.

Zobacz też:

2011-11-11 07:37 Krzysztof Kloc

Krzysztof Kloc:

Student historii o specjalizacji archiwistyka na Uniwersytecie Pedagogicznym im. KEN w Krakowie. Członek Koła Naukowego sekcji historii XX wieku i wojskowości.

[ więcej o autorze ]

http://histmag.org/?id=6091

Speak Your Mind

*